26.05.2014
Rano odwiedziłem Żabkę. Pogoda nie umiała się jeszcze zdecydować pomiędzy słonecznością, a zachmurzeniowością. Głód nie wybiera i dopada szybko, więc sięgnąłem po lukrowanego pączka. Wyboru nie było, bułek również. Pączek stanowił jedyne rozwiązanie moich problemów w ten niezdecydowany pogodowo dzień.
Obsługiwał mnie mężczyzna. Po pięćdziesiątce, ze szramą na policzku. Wklepał kod ociekającego lukrem wyrobu cukierniczego.
Obsługiwał mnie mężczyzna. Po pięćdziesiątce, ze szramą na policzku. Wklepał kod ociekającego lukrem wyrobu cukierniczego.
- To będzie ten, złoty siedemdziesiąt, bo ten, ten jest z czymś innym niż te inne, nie. Bo tamte są z tym...eeee. Cholera jasna. Dobra, kuźwa, nieważne. Złoty siedemdziesiąt.
Popatrzyłem na niego chwilę. Nie wyglądał na zadowolonego z życia. Podałem mu dwa złote i czekałem na resztę. Kiedy opuszczałem mury tego zielonego sklepu, usłyszałem, jak mówił do następnej klientki podniesionym tonem, że tych papierosów nie ma i niech czeka, jak chce. Nie chciała i wyszła. Jego humor udzielił mi się później w ten niezdecydowany pogodowo dzień.
Wczoraj wrzuciłem głos do urny. Byłem zdecydowany, a dzisiejsze sondaże utwierdziły mnie w tym, że dokonałem właściwego wyboru i nie zmarnowałem głosu. W mediach szumi od apeli polityków, którzy obiecują złote góry albo góry złotych. Tych jednogroszówek i dwugroszówek. Chyba.
Politykiem nie jestem, ale również mam apel.
Ludzie niezdecydowanych pogodowo dni,
wyciągnijcie głowę z dupy.
Na koniec przyznam się do mojego uzależnienia od maślanki smakowej. Kiedyś zabrakło mojego ulubionego smaku, więc zapytałem pani, która niosła na plecach cztery palety, kiedy będzie.
- Nie można mieć wszystkiego, drogi Panie.
Pozostawiam Was w niezdecydowany pogodowo dzień, w niezdecydowanej politycznie Polsce. Z panem, któremu w życiu znów nie wyszło. Powinien zostać politykiem.

Chwilo czuję się zdecydowana. Chcę deszcz. Najlepiej pieniędzy. Potem nie wiem...
OdpowiedzUsuńP.