Znajdź mnie na Facebooku
1.06.2014


Spotkanie odbyło się w Wojewódzkie Bibliotece Publicznej w Krakowie. Na drugim piętrze. Przypuszczam, że było nieco ponad trzydzieści osób. Sala konferencyjna, umeblowana tylko biurowymi krzesłami z miękkim oparciem. Takimi samymi, jakie są w wyposażeniu podstawowym akademika, tylko trochę nowszymi. Kilka minut po szesnastej zaczęło się. Poprzedzone czytaniem wierszy wywieszonych w gablotach na korytarzu. W jednej z nich mój nie kończąc z ładną ilustracją zrobioną przez Dominika Lesiczkę. 



Spotkanie prowadził Mariusz Kusion i Wojtek Michalec. Na początku przedstawiono wszystkich autorów, którzy prezentowali swoje najnowsze tomiki. Zadawano im pytania, czytano biogramy. Toczyła się ciekawa rozmowa, w którą mogła włączać się publiczność, a w tym ja. Później przyszedł czas na odczytywanie z tych niewielkich książeczek wierszy - powodu, dla którego przyszedł tu każdy. Były na różnym poziomie. Jednych nie dało się zrozumieć ze słuchu, a drugie poruszały i słuchało, się jakby były o Tobie. Musiałem do nich wrócić później, czytając linijka po linijce. Obecny był Marek Czuku, krytyk literacki, który po wysłuchaniu każdej osoby opatrzył dzieła swoim trafnym komentarzem. Co parę minut Krzysztof Lalik i Logos Samper grali jakąś przyjemną melodię na klasycznej gitarze. Atmosfera wolno się rozluźniała, aż do pewnego momentu, na który czekałem.

Na biurowe krzesła postawione na środku zawołano nas, czyli poetów przed wydaniem tomiku. Nie ukrywam, że trema trochę mnie zżerała. Było to moje trzecie w życiu wystąpienie związane z prezentacją autorskich wierszy. Pierwszy raz miałem również w Krakowie, dwa lata temu, w grudniu. Debiut w kawiarni przy jednej ze starych uliczek przy rynku. Drugim wystąpieniem wygrałem konkurs jednego wiersza w Gliwicach, gdzie jurorem był między innymi Krzysztof Siwczyk. To było trzecie. Mikrofon w dłoni i czytanie ptaków. Dostałem oklaski, później czytali inni i przekazywali mikrofon dalej. Następne kółeczko i mój następny wiersz, tym razem był to nadawać się, ostatni. Zabrakło czasu.

W kolejnej części publicznośc mogła pochwalić się swoją twórczościa. Ku mojemu zaskoczeniu zgłosiło się kilka osób. Jeden chłopak recytował nawet swoje wiersze z pamięci. Szok. Na koniec jeszcze raz przedstawiono wszystkich i oficjalnie zakończono spotkanie, zachęcając do zapoznawania się z twórczością wszystkich artystów, których świeżą poezją byłem zaskoczony. Acha, nazywamy się Na Krechę. 

 

Skomentuj







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski