- Wróć na Główną »
- lajfstajl , poezja , publicystyka , recenzja , wolne myśli »
16.11.2014
Miron
Białoszewski, poeta. Czasami opowiada się o
nim, jak o chasydach i cadykach. Trudne słowa? Wyjaśniam. Cadyk
to charyzmatyczny przywódca odłamu judaizmu
-
chasydyzmu.
Stanowił dla wspólnoty wzór pobożności, pokory i
sprawiedliwości, a chasyd to uczeń cadyka. Pobożny, bogobojny i
czysty. W opowieściach o Białoszewskim nie było ważne tylko to,
czego uczył i o czym mówił. Istotne było, jak żył. Jak wiązał
buty i ile razy mieszał posłodzoną herbatę. Czytelnika
interesowało wszystko, a Miron kodował w swoich wierszowanych
przekazach wiadomości. O wywracaniu dnia, zamiany go z nocą i
pieszych wędrówkach po mieście.
W
ostatni czwartek odwiedziłem katowickie Rialto. W ramach
tegorocznego festiwalu Ars Cameralis odbyły się Wędrówki
kameralnego języka. Kameralnego, jak kameralnego. Utwory tego autora
czyta się, jak intymne listy, kartki z dziennika. Uczynił on swoje
życie prywatne – życiem publicznym. Pierwszy artysta, którego
Chamowo opisuje życie w bloku, świetnie uchwycił reagowanie
Białoszewskiego na różne, codzienne sytuacje. Muzyka elektroniczna
i zmiksowana poezja? Dla mnie to nowość, którą kupuję w ciemno.
Namacalnie widać, jak współczesność przenika się z latami '80.
Rozmowa
Anny Kałuży z gośćmi była o wszystkim, ale główny jej nurt
opierał się na nagraniach, których poeta zostawił dosyć sporo.
Specjalistą w tym temacie jest Maciej Byliniak, który w jednym z
artykułów nagrania określa w następujący sposób:
W
autorskim wykonaniu wiersze Białoszewskiego ożywają, nabierają
wyrazistości, ujawniają swoją prozodyczną nieoczywistość
i zyskują dodatkowy wymiar w stopniu znacznie większym,
niż w większości sytuacji zaliczanych do kategorii „poeta
czyta własne wiersze”. Czytania Mirona niejednokrotnie wykraczają
poza ramy standardowo rozumianej recytacji: z rzadką
intensywnością operują tempem, rytmem, natężeniem głosu,
melodią.
Tadeusz
Sobolewski, jego uczeń,
opowiadał
peryferie zwykłego mironowego życia.
O
braku pracy, spotkaniach w mieszkaniu autora i specyficznym wystroju.
Mało było tam rupieci, ale dużo zabytkowych i pięknych
przedmiotów mających wartości sentymentalne i podkreślające
upływ czasu. W lokum przy placu Dąbrowskiego okna były
pozasłaniane, bo Białoszewski nie lubił jaskrawego światła dnia.
Przy łóżku sterta płyt przygotowanych na wieczór. Spotykali się
we wtorki.
Wieczór
przypieczętowały dwa kolejne koncerty młodych artystów, którzy
mniej lub bardziej umiejętnie wklejali do swojego artyzmu poezję.
Pod koniec wierciłem się już na krześle, a trąbka zamiast ukoić
moją duszę, robiła mi w głowie dziurę, Wyszedłem jednak
pocieszony. Dobrze jest posłuchać mądrych ludzi, mówiących na
temat, który interesuje niewielką grupę ludzi.
#hipster
Na
koniec pozwolę sobie na wiersz, z którym niejednokrotnie się
utożsamiam.
Ja
baba z bloku
Mam blok na oku.
Wystarczy ruch rzęs:
I blok rozchrzaniony jest!
Mam blok na oku.
Wystarczy ruch rzęs:
I blok rozchrzaniony jest!
