Znajdź mnie na Facebooku
1.11.2014

Cmentarz wieczorem nabiera innego wymiaru, szczególnie w taki dzień, jak dzisiaj. Oświetlany przez kilkanaście tysięcy kolorowych zniczy i świeczek. Na pola wokół niego spadła gęsta mgła, przez którą przebijał się księżyc. Wokół cicho i spokojnie, mijałem pojedyncze osoby, które też czują ten specyficzny klimat. To już nie pokaz mody i możliwości udźwignięcia jak największej ilości żółtych kwiatków w wielkich donicach, koniecznie większych niż te sąsiada. Teraz można skupić się na najważniejszym. W ciszy.


Od rana stałem przy głównej bramie cmentarza na Cichej. Postanowiłem, że zrobię coś dla innych i zostałem dwugodzinnym wolontariuszem. W dłoni trzymałem puszkę, do której przechodzący ludzie wrzucali pieniądze dla hospicjum. Godzina była wczesna, kilka minut po dziewiątej. Zaspane społeczeństwo niosło wielkie reklamówki ze szklanymi zniczami, kwiatami i butelki z wodą.


Słońce świeciło mi prosto w twarz, dzień wyjątkowo urodziwy. Sporo osób się uśmiechało, próbowało porozmawiać, przy okazji wrzucając kilka monet. Starsza kobieta powiedziała, że zawsze daje na hospicjum, bo kiedyś będą musieli się nią zająć, inna wspomniała o wózku dla teściowej. Pan w średnim wieku pozbył się wszystkich drobnych z portfela. Uświadomiłem sobie, że moje problemy są niczym. Roztopiłem się bezmyślnie w otoczeniu. Dawno nic nie zrobiłem dla drugiego człowieka, a wystarczy tak niewiele.


Wszyscy kiedyś się zestarzejemy, ulegniemy przedśmiertnemu rozkładowi. Będziemy czekać na pomocną dłoń. Niech spróbuje mi wtedy wyskoczyć dziecko przebrane za trupa z napisanym na czole helołin. Kopnę je w dupę. Śmierci się nie bagatelizuje. 

Wolontariat? Polecam.






Skomentuj







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski