30.07.2015
Mała przeprowadzka z
pokoju do pokoju w studenckim mieszkaniu skłoniła mnie do zrobienia
porządków. Na prawie całym metrażu. Wyrzuciłem niepotrzebne
rzeczy, gazety posegregowałem, a przy okazji dowiedziałem się, co
spadło pod łóżko poprzednim współlokatorom. Na razie pozostała
mi tylko sterta naczyń w kuchni, których zmywanie systematycznie
odkładam na później. Plusem samotnego mieszkania jest to, że nikt
nie ma pretensji. Można planować swoje życie, jak się chce.
Chociaż to tylko naczynia. Okna mojego nowego pokoju wychodzą na
trasę do Sosnowca i Bogucice. Pokój ma wygodniejsze łóżko i nie
jest przechodni, dlatego w spokoju mogę oglądać teledyski Justina
Biebera i nikt nie będzie się ze mnie śmiał.
Bronisław Komorowski,
nasz były prezydent, też powoli przygotowuje się do wyprowadzki.
Sęk w tym, że podobno nie ma gdzie. Urodzony optymista założył
dziesięcioletnie rządy. Jak wyszło – każdy widzi. Swoje
mieszkanie na Powiślu Bronek i Ania wynajęli na dziesięć lat.
Wspólnie zastanawiają się nad kupnem czegoś małego, później
oddadzą jednemu ze swoich dzieci. Ciekawe tylko, co dla pary
oznacza małe. Muszą przecież z Belwederu zabrać ukochane pianino
i trofea myśliwskie. Poza tym zabytkowe meble i pamiątki. Przez
cztery i pół roku pewnie namnożyło się rzeczy, jak urzędników
państwowych. Życzę sukcesów i bezproblemowej przeprowadzki.
Zastanawiam się, jakie rzeczy znajdzie po swoim poprzedniku Andrzej
Duda, chociaż na razie deklaruje, że zamieszka w apartamentach
prezydenckich. Trzeba będzie znów przeprowadzić solidny remont, bo
za rządów Komorowskiego przekształcono je w biura. Każdy ma
jednak prawo do wybrania własnego lokum i wprowadzenia nowych
standardów.
Premier Ewa Kopacz
natomiast wzięła przykład z Cyganów. Ostatnimi czasy prowadzi
koczowniczy tryb życia z jedną, wielką rządową rodziną. Całe
tabuny ciężarówek jeżdżą po Polsce z teczkami, służbowymi
laptopami i telefonami. Po co ciężarówki? Premier postanowiła,
żeby nie pozbawiać krzeseł i stołków innych, więc zabrała
swoje. Poza tym stoły i mikrofony też okazały się niezbędne,
więc jeżdżą za premier i zwiedzają więcej niż przeciętny
Polak. Bardzo zwraca się w trakcie wyjazdów uwagę na bezpośredni
kontakt z wyborcami.
Są tacy w Polce,
którzy wydają pieniądze publiczne po to, żeby się od obywateli
odgradzać, a ja wydaję pieniądze na to, żeby być bliżej
obywateli – tak Kopacz
komentuje swoje wojaże
Wydaje
mi się, że zapomniała wspomnieć, ile kosztuje ten piękny gest.
Za jeden wyjazd rządu, podatnicy płacą ponad 100 000 zł. Nie
wydaje mi się, żeby wszyscy z tego cygańskiego taboru żywili się
McDonaldzie i spali w jednogwiazdkowych motelach, ale wypoczęty i
najedzony rząd to podstawa dobrego państwa, nie sądźmy ich za to.
Stanisław Michalkiewicz
porównał to do służbowych wyjazdów cesarza Etiopii Hajle
Syllasjego, który zabierał wszystkich dworzan i urzędników. W ten
sposób zabezpieczał się przed zamachem stanu, który i tak był.
Zmiany, zmiany, zmiany.
Ja wyprowadziłem się z pokoju, Komorowski wyprowadza się z
Belwederu, a Kopacz – niechętna zmian – wierzy, że jeśli
weźmie swój stołek ze sobą, to nikt nie siądzie na jej miejsce.
Wszystko okaże się niebawem, tymczasem ugotuję obiad i zastanowię
się nad kupnem nowego, mobilnego krzesła.
~źródło zdjęcia: wiadomosci.wp.pl
~źródło zdjęcia: wiadomosci.wp.pl
