11.11.2013
Ostatnio szukam w sobie
takich miejsc, w których mogłem poczuć, czym jest spokój.
Nieodłącznym elementem tego poczucia jest wspomnienie wsi. Odczuwam
do niej słabość. Moja praca w minione lato ściśle wiązała się
z wioskami. Jeździłem w imieniu dużej firmy zajmującej się
przekazem energii elektrycznej. Fotografowałem słupy niskiego
napięcia i przyłącza na domach. W żadnym wypadku nie było to
nudne.
Nawet psy, przed którymi
musiałem uciekać miały swój urok. Chociaż sprowadzane z Niemiec.
Szczerzyły zęby i warcząc podchodziły w moją stronę, więc nie
było wyboru. Wtedy też postanowiłem, że zaczynam biegać na
poważnie. W czasie kolejnych dni nosiłem już glany i kij. Na
wszelki wypadek.
Z pracy wracałem
autostopem, bo pekaesy jeździły bardzo rzadko. Ludzie myśleli, że
jadę na Woodstock. Wszystko przez glany. Jadąc z tragarzem i jego
owocami oglądałem świat zza okien dostawczego forda. Cały czas
zachwycałem się widzianą wsią. Nawet do zapachu krowiego łajna
można się przyzwyczaić i w nim odnajdywać spokój. Pola, lasy i
pojedyncze domy, a w każdym inna historia.
Ludzie rozmawiają o
gospodarstwie, mają swoje lokalne plotki, a polityk to dla nich
wójt. Głośno jest o tym, że sąsiadowi zerwało dach. W miastach
pojawiają się rzadko, załatwić ważne sprawy urzędowe. Czasami
tylko usłyszą, że w stolicy ktoś coś spalił. Jedzą kolację,
karmią kury i kładą się spać. Przed snem zastanawiają się,
dlaczego mają coraz mniej.
Uwielbiam Twoja twórczość, nie znamy się, na tego bloga trafiłam przez przypadek. Dobrze jest mieć te świadomość że otaczają mnie ludzie podobni do mnie, którzy tak samo jak ja przywiązują znaczącą wagę do pozornie mało znaczących czynności, zdarzeń.
OdpowiedzUsuńMasz ciekawy styl pisania, myslales o wydaniu swojej książki?
Pozdrawiam, Karolina
(karolcia17@gmail.com)
Dobrze, że ktoś mnie czyta.
Usuń