Znajdź mnie na Facebooku
13.12.2013

Kilka dni temu budzik zadzwonił około godziny jedenastej. Zeskoczyłem z piętrowego łóżka. Współlokatora już nie było. Brzuch zasygnalizował, żebym coś do niego wrzucił, więc wyjąłem z przedpokojowej szafki chleb i otworzyłem lodówkę.


Pogoda za oknem zepsuła się jak mój serek, który teraz zyskał na wartości, bo zrobił się pleśniowy. Zmianie uległ humor i nastrój, którym pobłogosławiłem kolejne godziny tego dnia. Wykłady bezczelnie i z premedytacją opuściłem i ani trochę tego nie żałuję, bo leniuchowanie doprowadziło mnie do pewnego korytarza w zakątku mojej głowy. Przy kawie zbożowej czytałem wiadomości, czyste jak metaamfetamina w Breaking Bad.
Tygodniki popsuły się, jak serek. Zrobiły się nazbyt stronnicze, wyciągają pochopne wnioski i większość idzie w złą stronę tabloidyzacji. Nie oznacza to, że mniej je lubię. Wszystkie działania dziennikarzy powodują, że mogę samodoskonalić swój dystans i filtr, którym przecedzam rzeczywistość. Osoby chcące zaistnieć poprzez bardziej chwytliwe tytuły, atakowanie kolejnych niewinnych osób, czy wałkowanie tego samego tematu setny raz – sami siebie przekreślają. Nie piszę tego, bo uważam się za eksperta. Jestem zwykłym, szarym człowiekiem zażenowanym kolorowymi okładkami tygodników, których już nie kupuję.
W dzienniku, który prowadzę napisałem kiedyś, że informacje są jak artykuły spożywcze, a niestosowne komentarze do nich to chemia do nich dodawana. Za produkty bez niej płacimy drożej i coraz trudnej nam je zdobyć. Człowiek przesiąka tym wszystkim, a zdania częściej rozpoczyna od „E...”. Zamiast chemicznej nazwy „benzoesan sodu” podaje się symbol „E211”. Tendencja ukrywania prawdy za inną również jest powszechna.




Dokonuję świadomych wyborów. W psującym się świecie dostrzegam pozytywy, a wszystko za sprawą autodestrukcji, jakiej ten świat dokonuje. Poprzez niezgodę i krytykę można nauczyć się wiele. Może to tylko paradoks, bo i tak mieszkam na drugim piętrze „Babilonu”. 




Skomentuj







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski