Znajdź mnie na Facebooku
9.05.2014

Lubię małe miasta. I tamtejsze sklepy. Przed wejściem do lodziarni ustawiono dużego, plastikowego loda z dziurą w wafelku. Gdyby lód był prawdziwy, wyciekałby właśnie przez tę dziurę w brązowoszarym plastiku. I zalałby ulicę. 

Pomieszczenie było małe, ale sprawiało wrażenie przytulnego, jakby wchodziło się do domu cioci na jej imieniny. Ściany zasłaniały kiczowate ozdoby. Kilkanaście obrazków, które zmieniały się zależnie od kąta patrzenia, plastikowe zegary i portrety papieża w chińskich ramkach, które można kupić na każdym małomiasteczkowym bazarze. Wycinki powieszone nad ladą mówią, że jest to najlepsza lodziarnia w Pszczynie. Może jest to nie tylko najlepsza, ale jedyna lodziarnia - pomyślałem nieco niegrzecznie. Nie pamiętam jej nazwy, ale nie zdziwiłbym się, gdyby nazywała się Halina, Danusia, Irena albo Barbara. Od imienia właścicielki. Nad drzwiami do drugiego pomieszczenia wisiał drewniany krzyż.

Starsza kobieta miała włosy zafarbowane na czerwono. Ułożona z nich trwała nie wyglądała źle, jak to zwykle bywa. Nosiła okulary nisko osadzone na nosie. Ubrana była w taki sam fartuszek, jak kucharka ze szkolnej stołówki. Uśmiechała się zza lady. Była niska. Obok niej stał dużo młodszy mężczyzna, który uśmiechał się razem z nią. Cieszyli się z opowiedzianego przed momentem żartu, którego nie słyszałem albo po prostu byli zadowoleni z tego, że mają tak wielu klientów na raz. Mężczyzna powiedział nam, żebyśmy do kobiety zwracali się po angielsku, bo się uczy. Znacząco popatrzył w jej stronę, a uśmiech nie schodził z jego twarzy. Mógł mieć na imię Błażej albo Waldemar. Klienci po kolei płacili kobiecie 3.50zł, a ona wydawała resztę. Błażej albo Waldemar kręcił lody na maszynie za okrągłym, metalowym stolikiem i podawał je kolejnym osobom. Kilka głów papieża oglądało, jak na rożek nawijał się biznes. Waniliowy, czekoladowy, czy mieszany?





W moim rodzinnym mieście budują nowy budynek. Mówią, że będzie tam duża drogeria. W małych miastach nie potrzeba miliona sklepów, więc co stanie się z tymi mniejszymi? Upadną. Zostaną zastąpione przez krystalicznie czyste, białe wnętrza, kasy fiskalne z przesuwną ladą. Młode ekspedientki przy każdym zakupie będą proponować coś, czego nie potrzebujemy. Bo jest promocja, supermarket ma urodziny. Taka czeka nas przyszłość. Wielkie marki wygryzą małe i prywatne. Drogeria Kasia zostanie zamknięta, pozbawią zawodu lodziarnię Halinę, a miły pan, który śmiał się z nauki angielskiego swojej starszej koleżanki zamieni się w wymalowaną, młodą panią w białej koszulce i imieniem na plakietce. Wypowie jedynie kwotę i odda nam resztę razem z paragonem. Nie będzie miejsca na chińskie koty, papieża w świecącej ramce z bazaru i cały szajs, który z namaszczeniem wieszała na ścianach Halina, żeby było przytulnie i swojsko. Pozostaną jedynie wspomnienia osiedlowych sklepików i warzywniaków, które topią się wraz z nadchodzącym latem hipermarketyzacji świata.

  1. Dla mnie dwie gałki: czekoladowa i waniliowa. Biznes się kręci i będzie jeszcze trochę. Bo te na gałki czy kręcone smakują lepiej niż te na patyku. I tak będzie zawsze- bo ja tak mówię. Nawet jeśli z odrobiną desperacji w głowie. AmenT

    OdpowiedzUsuń







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski