20.07.2014
Jakub Jurkiewicz:
Cieszyn to bardzo ładne miasto. Co panią w nim urzeka?
Pani Basia: Mieszkam
tu od urodzenia. Bardzo lubię te wąskie uliczki, takie jak ta za
oknem. Czasami idę na naszą lokalną Wenecję.
Mogę
dać panu książkę o Cieszynie, mieszkam po drugiej stronie ulicy.
JJ:
Widać, że uchowało się kilka małych sklepików, takich jak ten.
Czy opłaca się taki interes?
PB: To
niestety nie jest mój biznes. Jestem w chwilowym zastępstwie, jak
właścicielka załatwia coś ważnego na mieście, to ja tu siedzę
i sprzedaję. Tutaj był pierwszy takiego typu sklep w Cieszynie,
czyli już ponad dwadzieścia lat. Dużo czasu już minęło.
JJ: Skoro minęło
dużo czasu, to co właściwie zmieniło się w tym przygranicznym
mieście?
PB: Pamiętam,
że pobliskie zakłady tętniły życiem, było ich bardzo dużo.
Kiedyś Cieszyn to wiodące miasto turystyczne i przemysłowe.
Istniało kilkanaście zakładów, takich jak drukarnia, Celma,
termika, zakłady nożownicze czy, kartoniarskie. To były zakłady,
które wysyłały swoje towary na cały świat. Ludzie mieli
zatrudnienie, a Cieszyn znajdował się w okresie dużego rozwoju.
Cieszyn jest naprawdę piękny. Było go czuć na skórze, wiele osób
przyjeżdżało tutaj na stałe. Teraz jest odwrotnie. Nie ma takich
miejsc pracy, a ludzie po prostu powyjeżdżali. Jak były jeszcze
granice, przenosiliśmy rzeczy. Z obawą kroczyliśmy przez most, a
oni bardzo nas sprawdzali, ale cóż, inaczej się nie dało. Dzieci
nie sprawdzali, mogły brać więcej. Był tam duży ruch. Zakupy
robili u nas Czesi. Produkty spożywcze i przemysłowe. Zawsze mieli
u nas taniej. Jeśli u nas nie było szynki, to Czesi nie chcieli
Polakom jej sprzedawać. Oni zawsze byli tacy. Dalej przyjeżdżają
do Polski na zakupy. Do tej pory im się to opłaca. Teraz przejście
nie stanowi żadnej przeszkody, możemy spacerować, biegać i
jeździć w obie strony bez obaw.
JJ: Pani przechodzi?
PB:
Nie mam w tej chwili takiej potrzeby, wszystko jest na miejscu. Poza
tym, jestem już stara. Powiem więcej. Obiecano nam przejście
graniczne, jakie kiedyś tutaj było. Przechodziliśmy małą kładką,
która była tylko dla pieszych. Teraz trzeba naokoło. Miasto
obiecało, że postawią nową, ale minęło już kilka dobrych lat.
Wiadomo - nigdzie nie ma pieniążków. Wszędzie wszystkiego
brakuje. Kładki nie ma i z pewnością już jej nie będzie.
JJ: Pewnie nie tylko
kładka jest w Cieszynie przeszkodą.
PB:
Oczywiście, że nie. Miasto jest bardzo rozkopane. Kopią doły
tak głębokie, że może wejść do nich dwóch rosłych mężczyzn
i ich nie widać. Mam nadzieję, że to się zmieni i Cieszyn będzie
znów pięknym miastem. Na razie mam do niego dużo zastrzeżeń, to
nie ulega wątpliwości. Chyba największym jest brak pracy dla
młodych ludzi. Tak, jak mówiłam, kiedyś pracowali w trybie na
trzy zmiany. Pociągi i autobusy pękały w szwach. Ale teraz nigdzie
jej nie ma, pewnie w Katowicach też. Wnuk skończył studia,
informatykę w Krakowie i też nie dostał odpowiedzi. Długo szukał,
aż wreszcie przeniósł się w dalekie strony, aż do Krakowa.
Przecież tutaj jest jego dom. Panu pewnie też jest ciężko.
JJ: A
Pani gdzie pracowała po szkole?
PB:
Ja skończyłam tylko Państwowe Zakłady Kształcenia Handlowego,
jak można się domyślać, pracowałam we wszelkiego rodzaju
usługach związanych z handlem. Na stare lata też od tego nie
uciekam. Dobrze, że ta praca mi się trafiła. Wszędzie
tylko się słyszy, że zatrudniają przez firmę na trzy miesiące
i koniec. Zwalniają, robią cięcia w budżecie, zmieniają
personel. Nie widzę kolorowej przyszłości dla młodych ludzi.
Kiedyś, za moich czasów, po skończeniu szkoły, czy studiów –
nie było problemu. Czasy się drastycznie zmieniły. To piękne
miasto też.