Znajdź mnie na Facebooku
2.08.2014

Chciał papierosa. Nie miałem, ale mimo tego przystanął na chwilę i zapytał, gdzie jadę. Jarek myślał, że na Woodstock. Zaprzeczyłem i powiedziałem o ostatnich jazdach przed egzaminem. Miał wąsa rudawego od dymu. Pewnie skręcał papierosy ze zbieranych wszędzie niedopałków, w których znajdował troszkę tytoniu. Tatuaże miał może z więzienia. Chyba jest bezdomny i chyba nie pije. Na koniec życzył mi błogosławieństwa samego Boga na poniedziałkowym egzaminie. Podziękowałem i poszedłem na drugi peron.


Siedzę na balkonie i dopijam zieloną herbatę z białej filiżanki. Przed chwilą odłożyłem książkę i wyprostowałem plecy, wstając z bambusowej ławeczki. Zastanawia mnie, gdzie teraz się podziewają wszyscy, którzy nie mają zielonej herbaty, bambusowych ławek i domu. Dwa równoległe światy, które są zupełnie inne. Rzadko myślimy o drugiej stronie lustra.

Nachodzą różne podziały, znaczne różnice. Ludzie owinięci w codzienne gazety i kartony i znający tylko smak czarnej herbaty z dworcowego automatu. Szukają w kontenerach kawałka chleba. Skrawka, którym podzielą się z ptakami. Spotkać ich można codziennie. Chodzą drogami, które czasami krzyżują się z drogami ludzi w drogich, granatowych garniturach i wypchanym, skórzanym portfelem. Ich życie nie zawsze śmierdzą gorzałą i nie są desperackim poszukiwaniem frajera, który pożyczy dwa złote. Na wieczne nieoddanie. Deliryczne spazmy są im obce. Ślady butów na tej mentalnej drodze mówią raczej o pieniądzochłonnej chorobie, utracie pracy i życiowej niezaradności. Po prostu. 







Wydaje mi się, że budują inny rodzaj więzi. Szukają akceptacji. Odrzucani niejednokrotnie ukrywają się w sobie i zasłaniają twarz ze wstydu. Ciekawe, jak to jest, gdy domem jest cały świat. Nawet jeśli podróżują z jednego końca małego miasta na drugi. Kto wie, może mają wszystko, co jest potrzebne do szczęścia? Może odnajdują siebie i umieją się cieszyć z krótkiej rozmowy z drugim światem, który zazwyczaj nie ma czasu na marnowanie czasu. Ten przegląda na smartfonie fejsbuka i pali drogie papierosy, siedząc w Starbucksie.


Jarek to nie jedyny człowiek, którego wczoraj spotkałem. Był jeszcze jeden, znacznie kulejący. Miał zbyt małe okulary. Buty wyglądały na nowe, jednak jeden musiał być skrzywiony z powodu źle zrośniętej kończyny. Człowiek ten pytał, co oznaczają moje gumowe opaski na prawej ręce. Powiedziałem, że zielona to różaniec. Uśmiechnął się i skomentował to jednym, prostym zdaniem.

Bóg istnieje, tylko ludzie są głupie.

Skomentuj







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski