30.09.2014
Do
hipsterskiego miasta przyjeżdża chłopak. On wyróżnia się z
tłumu, bo ma ciuchy z bazaru i nosi przy sobie nóż. Na wszelki
wypadek. Trochę kręci się po składowisku zepsutych urządzeń z
wesołego miasteczka, aż w końcu zdobywa się na odwagę i jedzie
tramwajem do apartamentowca, gdzie chce zamordować małżeństwo.
Od
pierwszych chwil zachwycił mnie sposób, w jaki zostaje pokazana
rzeczywistość. Długie sceny, w których pozornie nic się nie
dzieje i są bez znaczenia, dobrze dobrana muzyka i wyczuwalna chęć
pozostania w klimacie innowacyjnego głębokiego offu.
Debiutująca
i piękna Jaśmina Polak zagrała współczesną dziewczynę, czyli
poniekąd siebie, rewelacyjnie. Niektórzy mówią, że jej wymowa
pozostawia wiele do życzenia. Jestem innego zdania, to daje jej
naturalność. Świat pokazany w Hardkor Disko jest światem
współczesnym i bez wątpienia prawdziwym. Pełne narkotyków i
alkoholu imprezy znamy z doświadczenia. Wisienką na torcie scen w
tym klimacie jest wciąganie koksu banknotem stuzłotowym z ajfona.
Piękna metafora rzeczywistości.
Wracając
do chłopaka - nie wiemy, skąd przyjechał. Możemy jedynie domyślać
się, że zna małżeństwo, które zamierza brutalnie zabić. Nie
przepuszcza okazji do seksu z ich córką. Bo miłość to to nie
jest. Rodzice nie mają nic przeciwko, zapraszają go nawet na
śniadanie, żartując o szybkim młodzieńczym życiu. Chłopak
zostaje miło przyjęty i często pojawia się w lokum swoich
przyszłych ofiar. Jak je zabija? Kim są dla niego? Dlaczego je
zabija? Tego reżyser nam nie mówi wprost. Możemy się domyślać
po przebitkach zrobionych z rysunków jakiegoś małego dziecka. Są
na nim podpisy, równie dziecięce.
Wbrew
krytyce, obejrzałem film i nie żałuję. Tym bardziej, że dostał
nagrody na Festiwalu Filmowym w Gdyni. Czasami w filmie nie chodzi
o to, żeby go rozumieć, tylko czuć. Jak smród wielkich
aglomeracji, w których tak kochamy żyć, a tak ich nienawidzimy.
Brawo, panie Skonieczny.
