21.11.2014
Pisałem już o brodzie.
O chęci bycia drwalem także. Od kilku dni czuję się lepiej, bo
media mówią, że to stało się modne. Siedzę w tym przez
przypadek. Ciekawe, na jaki czas moda odsuwa się od wymuskanych
metroseksualnych rurkowców, ajfonowych hipsterów i panów w
garniturach. Teraz miejscy drwale, bez siekier, ale we flaneli i
gęstym zaroście.
To wykreowane przez świat
mody nowe BOOM ucieszy wielu mężczyzn. Cudownym uczuciem jest
czesanie brody, zamiast pozbywanie się jej każdego ranka. Nie
pamiętam już, jak to jest. Piecze? Boli? Swędzi? Czytam książkę
zatytułowaną Drwal. Opowiada o mężczyźnie żyjącym w
leśniczówce i skrywającym pewną tajemnicę, bo to kryminał.
Przyjeżdża do niego słynny Witkowski, autor książki, mąż
Jacykowa. Prowadzi dochodzenie. Pozycja ma już trzy lata, a on już
wtedy zachwycał się prostotą nieogolonych mężczyzn żyjących
dziko i samotnie. Drwal to odpowiedź na potrzeby kobiet znudzonych
wymodelowanymi chłopcami. Chcą faceta z jajami. A żeby mieć
brodę, trzeba mieć jaja. Ja kupiłem ci dziesięć, bez czerwonej
trójki na skorupce. Bo z wolnego wybiegu, a nie z ciasnych rurek.
