22.11.2014
Dzień mijał spokojnie, jak jazda Polskim Kolejami Państwowymi. Dużo wolnego czasu pomiędzy jednym zajęciem, a drugim. Takie małe przystanki. A to na papierosa, a to na kawę, zjedzenie kolejnego kawałka ciasta i przeciąganie po wstaniu z wygodnej, zielonej pufy. Świat widziany z nieprzyodzianego firanką okna wyglądał naprawdę majestatycznie. Spodek jeszcze nie odleciał, korek się nie odetkał, a kopalnia nadal świeciła się na niebiesko. Ochroniarze, którzy z tej wysokości wyglądali jak żuki, przepędzali jakichś gówniarzy w szarych dresach.
Z małych kolumn leciała spokojna muzyka. Mieszkanie wyjątkowo puste. Spod podłogi słychać było kłócących się sąsiadów, których nie miałem okazji poznać. Chodziło o szkołę, papier toaletowy i pieniądze. Dalej nie słuchałem, sam mogłem przewidzieć, co nastąpi. Ot specyfika dużego miasta, gdzie jeden wieżowiec ma tyle mieszkańców, co mała wioska w podkarpackim.
Nalałem do czajnika wodę i cierpliwie czekałem, aż pomarańczowa lampka zgaśnie, a przycisk odskoczy. Oparłem się o blat i z nudów oglądnąłem swoje paznokcie. Trzeba będzie przyciąć, bo pomyślą, że gram na gitarze. Zbudują sobie fałszywy obraz mnie, muzyka z ambicjami. W życiu napisałem jedną piosenkę, która była słaba. Gitarę tylko trzymałem w ręku. Pykło, więc zalałem dwie torebki earl greya, chwyciłem kubek za ucho, poszurałem do mojego pokoju. Głupie myśli odleciały, jak tynk ze starych budynków. Kawałek czekolady na osłodzenie życia i książka pożyczona z biblioteki miejskiej. O spornych pisarzach współczesnych. Wydana została w '96, więc nie tacy współcześni, ale wolę czytać o nich, niż o tych dzisiejszych od Pięćdziesięciu Twarzy Earl Greya. Wystarczy już, że piję jego herbatę. Nie wiem, kiedy zasnąłem. Nie pamiętam, co mi się śniło.
Wstałem późnym wieczorem, wyjątkowo rześki i o świeżym umyśle. Postanowiłem wykorzystać samopoczucie i wyszedłem z ciepłego mieszkania na powietrze. Wiedziałem, że nigdzie Cię nie ma, bo nie istniejesz. Ale zawsze, kiedy wiatr rzuca we mnie deszczem, mam nadzieję, że Cię spotkam i pójdziemy na kawę. Dopiero później powiem dobry wieczór.

istnieję.
OdpowiedzUsuń