Znajdź mnie na Facebooku
13.03.2015

Usiądźmy sobie wygodnie w fotelu. Weźmy na kolana laptopa i popatrzmy na zegarek. Godzina zero nastąpi za trzy minuty i czterdzieści siedem sekund. Zaczyna boleć brzuch, nerwowo wyrywamy sobie włosy z głowy i naciskamy F5. I mamy tę świadomość, że i tak się spierdoli. USOS w kontekście kryzysu humanistyki.


Od jakiegoś czasu jest kryzys humanistyki. Ktoś się nie zgadza? Proszę podnieść rękę. Nie widzę, więc piszę dalej. Wszystko musi być praktyczne, funkcjonalne, a najlepiej jakby dało przeliczyć się na pieniądze. Często jednak nie potrafimy zadać sobie banalnego pytania, które w uproszczeniu brzmiałoby następująco:


Po co?

Wyobraź sobie piękny, dojrzały owoc. Dla jednych będzie przedmiotem, który musi zebrać. Dla drugich przedmiotem, który musi sprzedać. Trzeci kupuje, a później sprzedaje z zyskiem. Czym jest taki owoc dla Ciebie? Pomarańczą, albo innym bananem. Nie zastanawiasz się nad jego drogą z Hiszpanii, czy RPA, to naturalne. Zjesz i obliżesz wargi.

Każdy opisuje rzeczywistość, ale nie daje nic w zamian za negatywny przekaz. Czy naprawdę nie widać, że współczesny człowiek potrzebuje rozwiązania na problemy rozgrzebywane w otaczającym go świecie? Przekazu, który nakieruje go na subiektywne myślenie o przestrzeni, w jakiej żyje. Często nie ma pojęcia, co z tym zrobić. A może. Przy odrobinie wysiłku owoc zamieni się w śniadanie, zdrową przekąskę, a może nawet metaforę człowieka.


Nie chodzi tu o banany. Nie chodzi o pomarańcze, a nawet o import owoców i ryneczek Lidla. Człowiek często jest postrzegany powierzchownie. Buty, spodnie i kolor włosów. Czy jest twardy, czy miękki. Jaki ma kolor skóry i czy nosi duże okulary i jest hipsterem. Zadaj sobie pytanie o to, co jest Twoim miąższem (fajne słowo) i o to, czy ma wartości odżywcze.

Filozof może zrobić świetny film, socjolog pomoże w problemach społecznych w wielkiej korporacji ekonomicznej, a historyk będzie wiedział dlaczego pieniądze były równie ważne, jak dzisiaj. Putin ma coś wspólnego ze Stalinem? 





Żółw od tyłu? Włóż.

Każdy student mojego roku miał styczność z dziełem powstałym kilka lat temu – USOSem. Ekhem (onomatopeja). Każdy student na moim roku chociaż raz w stosunku do niego użył pięknej i kwiecistej wiązanki składającej się z wyrazów uważanych za wulgarne. Ustrojstwo się zacina, przycina, wyłącza się bez powodu i nie da się zrozumieć. Jeżeli coś się psuje, to trzeba to naprawić. Zgadzacie się?

Trzeba się spotkać. Usiąść, wypić herbatkę i porozmawiać. Bo mamy problem. Coś, co miało pomagać - niszczy. Coś, co miało usprawnić pracę – utrudnia. Uniwersytet kształci w każdej dziedzinie. I ma specjalistów od wszystkiego. Może by tak połączyć siły i naprawić coś razem raz na zawsze?

Filozofowie, informatycy, socjologowie, matematycy, pisarze, żeglarze i panie z kiosku – wszyscy dziś doszli do tego wniosku. USOSA naprawić koniecznie trzeba, bo złość na wszystkich dziś się wylewa. Wkurzony student fajki kupuje, ciało i duszę świadomie truje, bo znów się zaciął, nie przypiął przedmiotów i teraz tysiące ma już kłopotów. A przecież można zebrać dziś wszystkich, wyciągnąć wnioski i liczyć zyski. Wszak technologia idzie do przodu, trzeba czerpać wzorce z zachodu. Zadać pytanie, coś nie pasuje? Może zapytać, jak student to czuje? A nie ciągle biegać do dziekanatu, zamieniać grupy i mówić bratu – nie zagram dziś z tobą na komputerze, bo już mnie kurwica z USOSEM bierze.



Każdy jest równie potrzebny. Każdy ma tutaj swoje zadanie. Bo kto chciałby mieszkać w poukładanym świecie bez wymyślonych i abstrakcyjnych problemów? Połączmy swoje siły i spróbujmy zrozumieć i rozwiązać te problemy.

Skomentuj







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski