13.03.2015
Usiądźmy sobie wygodnie
w fotelu. Weźmy na kolana laptopa i popatrzmy na zegarek. Godzina
zero nastąpi za trzy minuty i czterdzieści siedem sekund. Zaczyna
boleć brzuch, nerwowo wyrywamy sobie włosy z głowy i naciskamy F5.
I mamy tę świadomość, że i tak się spierdoli. USOS w kontekście
kryzysu humanistyki.
Od jakiegoś czasu jest
kryzys humanistyki. Ktoś się nie zgadza? Proszę podnieść rękę.
Nie widzę, więc piszę dalej. Wszystko musi być praktyczne,
funkcjonalne, a najlepiej jakby dało przeliczyć się na pieniądze.
Często jednak nie potrafimy zadać sobie banalnego pytania, które w
uproszczeniu brzmiałoby następująco:
Po co?
Wyobraź sobie piękny,
dojrzały owoc. Dla jednych będzie przedmiotem, który musi zebrać.
Dla drugich przedmiotem, który musi sprzedać. Trzeci kupuje, a
później sprzedaje z zyskiem. Czym jest taki owoc dla Ciebie?
Pomarańczą, albo innym bananem. Nie zastanawiasz się nad jego
drogą z Hiszpanii, czy RPA, to naturalne. Zjesz i obliżesz wargi.
Każdy opisuje
rzeczywistość, ale nie daje nic w zamian za negatywny przekaz. Czy
naprawdę nie widać, że współczesny człowiek potrzebuje
rozwiązania na problemy rozgrzebywane w otaczającym go świecie?
Przekazu, który nakieruje go na subiektywne myślenie o przestrzeni,
w jakiej żyje. Często nie ma pojęcia, co z tym zrobić. A może.
Przy odrobinie wysiłku owoc zamieni się w śniadanie, zdrową
przekąskę, a może nawet metaforę człowieka.
Nie chodzi tu o banany.
Nie chodzi o pomarańcze, a nawet o import owoców i ryneczek Lidla.
Człowiek często jest postrzegany powierzchownie. Buty, spodnie i
kolor włosów. Czy jest twardy, czy miękki. Jaki ma kolor skóry i
czy nosi duże okulary i jest hipsterem. Zadaj sobie pytanie o to, co
jest Twoim miąższem (fajne słowo) i o to, czy ma wartości
odżywcze.
Filozof może zrobić
świetny film, socjolog pomoże w problemach społecznych w wielkiej
korporacji ekonomicznej, a historyk będzie wiedział dlaczego
pieniądze były równie ważne, jak dzisiaj. Putin ma coś wspólnego ze Stalinem?
Żółw od tyłu? Włóż.
Każdy student mojego
roku miał styczność z dziełem powstałym kilka lat temu –
USOSem. Ekhem (onomatopeja). Każdy student na moim roku chociaż raz
w stosunku do niego użył pięknej i kwiecistej wiązanki
składającej się z wyrazów uważanych za wulgarne. Ustrojstwo się
zacina, przycina, wyłącza się bez powodu i nie da się zrozumieć.
Jeżeli coś się psuje, to trzeba to naprawić. Zgadzacie się?
Trzeba się spotkać.
Usiąść, wypić herbatkę i porozmawiać. Bo mamy problem. Coś, co
miało pomagać - niszczy. Coś, co miało usprawnić pracę –
utrudnia. Uniwersytet kształci w każdej dziedzinie. I ma
specjalistów od wszystkiego. Może by tak połączyć siły i
naprawić coś razem raz na zawsze?
Filozofowie, informatycy,
socjologowie, matematycy, pisarze, żeglarze i panie z kiosku –
wszyscy dziś doszli do tego wniosku. USOSA naprawić koniecznie
trzeba, bo złość na wszystkich dziś się wylewa. Wkurzony student
fajki kupuje, ciało i duszę świadomie truje, bo znów się zaciął,
nie przypiął przedmiotów i teraz tysiące ma już kłopotów. A
przecież można zebrać dziś wszystkich, wyciągnąć wnioski i
liczyć zyski. Wszak technologia idzie do przodu, trzeba czerpać
wzorce z zachodu. Zadać pytanie, coś nie pasuje? Może zapytać,
jak student to czuje? A nie ciągle biegać do dziekanatu, zamieniać
grupy i mówić bratu – nie zagram dziś z tobą na komputerze, bo
już mnie kurwica z USOSEM bierze.
Każdy jest równie
potrzebny. Każdy ma tutaj swoje zadanie. Bo kto chciałby mieszkać
w poukładanym świecie bez wymyślonych i abstrakcyjnych problemów?
Połączmy swoje siły i spróbujmy zrozumieć i rozwiązać te
problemy.
