19.03.2015
Kiedyś byłaby pusta
kartka – dziś pusta strona, która wolno zapełnia się tekstem,
jak słoik zupą dla syna w wielkim mieście. Ze stacji pekape będzie
wracał późnym wieczorem do wynajętego mieszkania, gdzie wróży
sobie zawyżone oczekiwania od świata. Minie prostytutki, kilka
policyjnych samochodów i pijanych ludzi, którym wydaje się, że
idą prosto.
Staję czasem na
balkonie, pijąc kawę i paląc papierosa. Spoglądam na Spodek,
drogę szybkiego ruchu, ale najczęściej na wieżowiec naprzeciw.
Zadziwiające jest to, jak wiele może zdarzyć się w tym samym
czasie. Na każdym piętrze coś innego. Tu dziewczyna ćwiczy z
Chodakowską, a tam gestykulują do siebie – może się kłócą.
Niżej starsza pani myje okna. Ja stoję.
Jeżeli w jednym budynku
mieszka 700 osób, a budynków jest 7, to łatwo policzyć, ile
takich historii dzieje się nade mną, pode mną, z lewej i prawej
strony. Łatwo, ale ja nie umiem. Pół roku temu ukradziono mi
parasol ze wspólnego korytarza. Spotkany sąsiad mówił, że jemu wynieśli rower. Nikt nic nie widział. Koledze włamano się do samochodu i
ukradziono wszystko ze środka. Nikt nic nie widział. Mijałem jakiś czas temu taki
samochód pozbawiony szyby. Zadzwoniłem z koleżanką po policję.
Było zimno i padał deszcz. Po pięciu minutach czekania pani ze 112
powiedziała, że zawiadomiła odpowiednie służby i przyjadą, jak
najszybciej się da. Przyjechali za pół godziny, minęli nas i
stanęli dalej. Zamachałem do nich, ale chyba nie zwrócili uwagi.
Wpiszą mandat młodej dziewczynie i podjadą – pomyślałem. Nic
bardziej mylnego, minęli nas i pojechali przekraczając dozwoloną
prędkość. Olaliśmy Hondę i poszliśmy do mieszkania. Szkło leży
na chodniku do dzisiaj.
Olej to, jak deszcz.
Wnioski, jakie
wyciągnąłem chciałem zostawić dla siebie, ale postanowiłem, że
tego nie zrobię. Pusta ulica, godzina poranna, wracasz z imprezy.
Żadnego samochodu w promieniu kilometra. Czerwone światło, ale
przechodzisz. Nagle z nieba spadają mundurowi i wpisują mandat.
Natomiast otwarty samochód z wybitą szybą i padającym do niego
deszczem może zaczekać. Przecież nic z niego już nie zginie.
Będzie napełniał się wodą, jak słoik syna wracającego do
dużego miasta na studia. Pomimo późnych godzin i małych ilości
samochodów dostanie mandat za przejście nie na pasach. Gdzieś znów
rozbije się szyba, a z ukradzionego radia nie poleci Myslovitz.
*Nie mogę zrobić nic,
sterowany jestem wciąż
Nie musisz starać się, przecież jesteś też jak ja
Powiedzieć coś bym chciał, mam pustkę w głowie
Zgubiłem znowu się
I nie chce mi się nic, jestem już zmęczony
To nie był dobry dzień
Nie musisz starać się, przecież jesteś też jak ja
Powiedzieć coś bym chciał, mam pustkę w głowie
Zgubiłem znowu się
I nie chce mi się nic, jestem już zmęczony
To nie był dobry dzień
*Myslovitz – Sprzedawcy
marzeń (i mandacików).
