Znajdź mnie na Facebooku
30.03.2015

Dzień był przyjemny. Poszedłem z moją piękną, rudą koleżanką na kawę. Długo szukaliśmy odpowiedniego miejsca. Jedna kawiarnia była zamknięta, drugiej nie odwiedziliśmy, bo nie. Skończyło się na Strefie Centralnej. Na Placu Sejmu Śląskiego zauważyliśmy wielki bilbord z informacją o trwających targach „Bliżej zdrowia, bliżej natury” i masę ludzi. W środku babcie i dziadki szukający ziółek. Spoko.


Siedzieliśmy na kanapach zrobionych z europalet, bo jesteśmy hipsterami, którzy co chwilę zerkają na krążących po lokalu ludzi. Niektórzy czekali na kawę, inni szukali rozmówcy. Szybko padliśmy ofiarą starszego pana – powiedzmy, że miał na imię Staszek. Pasowałoby mu to imię. Zapytał, czy pół łyżeczki cukru do latte jest odpowiednie.

  • Do latte to więcej.


Nie pamiętam, jak zaczęła się rozmowa, ale w ciągu dwóch i pół minuty wiedzieliśmy, jakie skończył studia, gdzie przepracował całe życie i (to najważniejsze) terapeutka zdiagnozowała jego choroby przez telefon. Podchodzę do takich spraw bardzo sceptycznie, więc zapytałem jak to możliwe. Staszek stwierdził, że ma moc od boga. Ciekawy jestem, którego. Jako potwierdzenie napomknął coś o Rusku uzdrawiającym przez telewizor.

    • Serio?! - zapytałem siebie w myślach.


Zostawił nas. Odszedł machając i zapraszając na seans o dziewiętnastej. Prowadzący pewnie jest uzdrowicielem leczącym radiem albo na Skejpie. Niestety nie mogłem się pojawić, o dziewiętnastej bowiem już nalewałem piwo w pracy. Nie powstrzymałem się jednak i wyszedłem z kawiarni, zostawiając na moment piękną, rudą koleżankę. Zrobiłem risercz.




Zaczynało się niewinnie. Stragany wypełnione kozimi oscypkami, nawet grillowane i z żurawiną. Świeże chleby i miód. Górale ubrani w stroje ludowe, ze słomą wystającą z kapeluszy i ust. Następnie gość diagnozujący choroby z soczewki oka i wróżka, która za stówę mówiła przyszłość. Na samym środku schodów stało dziwne krzesło – klęcznik. Ludzie kładli się na nim, a łysy facet palcem jeździł im po kręgosłupie, dziwnie przy tym gestykulując, jakby coś wyrzucał. Już wtedy pomyślałem o tym, żeby stamtąd spierdalać.



Piramidy, feng shui, odpromienniki radiestecyjne, biżuteria przynosząca szczęście, zdjęcie aury, horoskopy, wróżki, magowie, homeopatia.


Babcie i dziadki pójdą w niedzielę na mszę, pomodlą się do katolickiego Boga, a później zadzwonią do terapeutki i poproszą, żeby była ich bogiem. Zjedzą obiad z przyprawami obmodlonymi przez szamanów, a następnie natrą się maścią z końskiego gówna. I wszystko będzie okej, dopóki pieniądze będą spływać z ZUSU. Naprawdę chcecie w to wierzyć, głupcy?


Sceptyczne pozdrowienia od niewiernego Jakuba.


PS. Jeśli to prawda, to czekam aż Kopacz uzdrowi przez telewizor Polskę.

Skomentuj







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski