28.06.2015
Dekoloryzacja obrazu po
nieprzespanej nocy następuje bardzo szybko. Pojedynczy ludzie gubią
się gdzieś i nie zostają zapamiętani. Zaczynasz powoli sączyć
dzień, ale wydaje się, że to jeszcze ten poprzedni. Trwa już
kilkanaście godzin dłużej i nie był najlepszym dniem w życiu,
chociaż jeszcze jakiś czas temu tak o nim myślałeś. Perwersja
myśli zalana alkoholem omija cię, jak pierwszy poranny tramwaj.
Ludzie jadący do pracy patrzą w przestrzeń i wylewające się
słońce bez wyrazu. Wracasz z imprezy, nic nie rozumiesz, a wydawało
się, że jesteś znawcą życia. Podobno doskonałość wypłukuje
sens. Tak sobie tłumacz całą noc przetańczoną z dziewczyną, za
którą nigdy nie obróciłbyś się na ulicy.
Czasami
chciałbyś mieć mniej myśli i nie rozkopywać przeszłości.
Czytać mniej i oglądać głupie seriale w telewizji. Jednak nie
odczuwasz przyjemności, zawsze chcesz czegoś więcej. Nie potrafisz
się zchamić i nie analizować. Rano kupujesz kawę i papierosy. Już
nie szukasz kebaba i otwartej knajpy, gdzie znajdziesz jeszcze lufę
i spotkasz znajomych o wąskich źrenicach. Wszyscy obudzą się
popołudniu i zrozumieją, że wyznania miłosne z poprzedniej nocy
były bez sensu. Sześć piw i pół wódki też.
Spotkałem
faceta, który na Mariackiej był wojownikiem. Miał kołnierz
ortopedyczny i zapach wojownika. Jego kobieta niosła mu kurtkę, jak
pelerynę superbohatera. Chyba już wytrzeźwiał. Miał minę, jakby
chciał zapytać o szluga i ogień. Już nie miał problemu, tylko
przestawioną twarz.
