Znajdź mnie na Facebooku
8.07.2015

W nocy wypaliłem całą paczkę zapałek Czechowickich. Syndrom barmana nie pozwala spać, dlatego zasypiam dopiero wtedy, kiedy robi się jasno. Czasami leżę, czasami czytam, czasami oglądam filmy. Przeważnie właśnie leżę, a dzisiaj przyszła mi ochota na spalenie całej paczki zapałek.



Wszystkie wyglądają podobnie. W szarym ekologicznym opakowaniu czekają, aż ktoś wyciągnie je z pudełeczka i zrobi coś pożytecznego. Mogą przydać się do odpalenia znicza na grobie bliskiej osoby, podpaleniu grilla na działce u Janusza, czy cienkiego papierosa dziwki na autostradzie. Na jesień wykorzystywane są w przedszkolu, jako nogi i ręce dla kasztanowych ludzików. Dzieci, za pomocą plasteliny, łączą je z kasztanami i stawiają na parapecie. Tym samym, na którym na wiosnę ich miejsce zajmie rzeżucha.

Życie zapałki trwa kilka sekund. Gasi je wiatr albo dmuchnięcie człowieka. Rzucane na ziemię gubią się. Nikt ich nie liczy. Nikt o nich nie pamięta. Przydały się tylko na moment, a wypalone są już niepotrzebne. Zostanie puste, szare i ekologiczne opakowanie zapałek Czechowickich z siarką na boku. Mieszkańcy kartoniku wyprowadzili się na zawsze.

Ja wszystkie wypalone włożyłem z powrotem do środka. Będą przypominały mi o tym, że życie człowieka trwa dłużej niż życie zapałki. Niektórzy marnują je, bezmyślnie paląc je w nocy, a inni robią wielkie rzeczy. I nie mam na myśli wielkich kasztanowych ludzików.

Dla myśli filozoficznej poświęciłem właśnie dwadzieścia groszy.

Skomentuj







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski