30.08.2016
Ostatnio rzadko wstaję z
dźwiękiem budzika. Wyłączam go nieświadomie i pozostawiam samemu
sobie licząc, że poradzi sobie z rozpoczęciem dnia. Zazwyczaj się
nie udaje. Zasypiam głębiej i nie pamiętam, jak to się stało.
Czasami jednak zrobię nawet łyk kawy rozpuszczalnej, po którym
udaję się do ścisłego centrum wielkiej aglomeracji. Tam już od
samego rana mieszanka, jakby wprost z wedlowskiego opakowania pełnego
zbyt słodkich cukierków. Ludzie wysypują się z każdej strony.
Palą, dzwonią, jedzą, piją, idą, biegną, siedzą, kaszlą,
przeczesują włosy, krzyczą, plują i krzywią się na swój widok.
Ciągłe udawanie
zmęczenia. Zmęczenie. Udawanie. Mężczyzna udaje gówniarza,
dzieciak dorosłego, kobieta dziwkę. Nawet pisarze udają idiotów,
a politycy dawno przestali ukrywać sznurki, przez które są
sterowani. Na ulicy nie spotkasz Jana Pawła II, Matki Teresy z
Kalkuty, Matki Boskiej Zielnej, a tym bardziej Gandhiego. Możesz za
to spotkać ludzi, którzy żyją, a są martwi.
Dawno przestałem się
oszukiwać, nie oczekuję niczego od nikogo. Stałem się tylko
obserwatorem. Obserwatorem starej kobiety sprzedającej żurek i
czosnek. Obserwatorem alkoholika w kurtce z napisem STRAŻ POŻARNA.
Hipstera na rowerze, który co miesiąc spłaca raty za to ostre.
Księdza z różańcem w kolorze obgryzionej kości. Zamknięci w
pułapce świata nieświadomie podążają w tym samym kierunku. Ta
eschatologia, pomimo tego, że jej nie widać, jest. Wszyscy oswojeni
przez swoją codzienną śmierć oddychamy tym samym powietrzem,
trują nas te same myśli.
Oszukujemy siebie samych,
że nie idziemy w tym korowodzie. Jemy humus, wybieramy schody i
rezygnujemy z windy. Bezglutenowe i bezmięsne posiłki mają być
egzorcyzmem tożsamościowym. Na co dzień mamy garnitury i krawaty z
ZARY, a biskupi mówią nam, że grzeszymy. Przestałem śledzić
wszystko, z perspektywy obserwatora jest wygodniej. Nic się nie
zmienia, onanizm nadal jest grzechem. Istnieje lewica, prawica tylko
ten środek jakiś nijaki. I podobno trzeba Muzułmanów z Polski
wyrzucić, jak już wrócimy z naszych korporacji, gdzie jesteśmy
numerkami.

Dosadnie i prawdziwie. Może bycie obserwatorem to całkiem dobre rozwiązanie.
OdpowiedzUsuńOstry wzrok obserwatora....
OdpowiedzUsuńObserwujący ma sokoli wzrok - mocno ziemskie :-)