2.05.2017
Przez Łukasza Grzegorzka zostajemy wrzuceni do kotła, w którym gotują się główni bohaterowie. Zostaje nam pokazana para z Warszawy, która dopiero po chwili orientuje się, że woda w kotle zaczyna wrzeć. Kamper (Piotr Żurawski) jest testerem gier - z dialogów możemy wywnioskować, że na stanowisku jakiegoś kierownika. W domu jednak nim nie jest. Młoda żona (Marta Nieradkiewicz) krzywi się na jego żarty, a czynności którymi Kamper się zajmuje bardziej przypominają zabawy nastolatka, niż poczynania dorosłego faceta. Chociaż mając na uwadze jego pracę, to leżenie na kanapie i granie w „Wiedźmina”, może mieć jakiś głębszy sens. Kurwowanie na internetowych kolegów z „Counter Strike’a” również. Kamper przegrywa jednak w jednej z najtrudniejszych gier na świecie - grze wstępnej.
Niektóre zdjęcia bardziej przypominają nam oglądanie profesjonalnie nagranych momentów z życia znajomych, niż film. Jest to dużym atutem, a wręcz wisienką na torcie upieczonym przez grę aktorską, jaką możemy obserwować. Postaci są naturalne, widać w nich dużo cech wspólnych z dzisiejszymi trzydziestolatkami. Film nie boi się używać niecenzuralnych słów w różnych formach. Dialogi są podebrane z kawiarni, a nie z couchingowych książek o samorealizacji i niskobudżetowych telenoweli.
Piwko i narkotyki aldente są wszechobecne. Bo jaki atrybut może wyciągnąć z kieszeni filmowy Kamper, jak nie browara i lolka? Nasz zabawowy bohater pewnego wieczoru postanawia schować się w szafie i wyskoczyć na niczego nieświadomą żonę, mając nadzieję, że ta od razu pójdzie z nim do łóżka i sprawi, że zapomni o poprzedniej nieudanej rozgrywce. Ona jednak postanawia mu powiedzie coś bardzo ważnego. Zdrada pojawia się w ich związku, jak tasiemiec. Wyżera od środka, chociaż Mania zapewnie, iż skończyła kontaktować się z kucharzem. Zapytacie pewnie, - jakim kucharzem?! Już tłumaczę.
Mamy kontrast. Mamy Kampera. Mamy Marka Banę, granego przez Jacka Braciaka. Bo czym byłby polski film bez wyraźnego kontrastu, od którego aż mrużymy oczy? Mareczek jest siwym, dojrzałym mężczyzną. Wyróżnia go sława za sprawą programu telewizyjnego, w którym uczy ludzi gotować. Możemy przypuszczać, że oprócz tego prowadzi kursy, na którym poznał żonę Kampera. Tylko nierozsądna i głupia dziewczyna nie oddałaby się tej charyzmie i charakterowi na dywanie. Mania jednak taka nie jest i robi to, nie zważając na konsekwencje.
Główny bohater, nie mogąc poradzić sobie z napięciem, spotyka się z korepetytorką języka hiszpańskiego. Ona raczej uczy go, jak to robić na hiszpana, aniżeli kolorów i liczb. Palą razem marihuanę, układają tarota i tańczą. Zajebiste rozwiązanie problemów swojego małżeństwa, ale czy w tej sytuacji ktoś znalazłby lepsze?
Film dosadnie pokazuje problemy współczesnych trzydziestolatków. Ona potrzebuje silnej ręki prawdziwego faceta. On potrzebuje zabawy. Nie widzą jednak powodów dla których mieliby się nie rozstawać. Po seansie w mojej głowie pojawiło się jednak kilka niejasności. Czy wyczyn ułożonej Mani z bogatej rodziny był dojrzały? Bo jeśli nie, to dlaczego ocenia swojego partnera, jako niedojrzałego? Przecież pracuje na wyższym stanowisku w branży, która jednak przynosi spore pieniądze. Kucharz celebryta po każdym kursie ma przynajmniej jedną taką Manię na dywanie. I dymanie na dywanie. Po wszystkim zapomina i wraca na kursy, maczając palce w niejednym sosie.
Podśpiewywanie Pezeta dodaje filmowi ostrości i surowości niesprawiedliwego świata. Bohater bije się z myślami i pyta bardziej przestrzeni niż siebie, co jest z nim nie tak? Odpowiedzi nie otrzymuje. Topi się w większej ilości pytań.
Koniec końców - nikt nie pozostaje bez winy. Bohaterowie rozchodzą się. Nie wiemy, co dzieje się dalej. Kamper (co wśród graczy oznacza osobę leniwą i czającą się na wroga do ostaniej chwili) rzuca materac w pustym pokoju nowego mieszkania i pyta przyjaciela, gdzie kupuje się pościel. Niedojrzałość nie upiecze Kamperowi ciasta, a Manii nie zrobi kisielu. Głębszą ocenę pozostawiam Wam, drodzy czytelnicy. To nie była komedia pomimo informacji na plakatach. To było życie.

Opis brzmi nietuzinkowo, gdy zestawimy mnóstwo filmów, w których spotykamy się z przerysowanym, czy nawet sztucznym światem, który jakoś nie pasuje do naszych realiów. Taki film może chyba nieco uświadomić widzom.
OdpowiedzUsuńMi osobiście uświadomił bardzo wiele. Równocześnie mam na uwadze, jakich błędów głównego bohatera powinien unikać taki gość, jak ja.
OdpowiedzUsuń