Znajdź mnie na Facebooku
26.07.2017

Kolejny odcinek blogonoweli - historii podzielonej na krótkie odcinki.

Odcinek pierwszy - link do pierwszego odcinka.








Czapka z daszkiem idealnie pasowała do jej długich, czarnych włosów. Miała trochę zbyt odważny makijaż, jak na niedzielne popołudnie, ale to wpasowywało się w jej styl - atencyjnej i przebojowej dwudziestolatki. Nowe buty odkrywające kostki stąpały pewnie po mokrym betonie katowickiego rynku. Rozglądała się i trochę zbyt szybko przeskakiwała z tematu na temat. Zatrzymali się, żeby pod parasolem odpalić papierosy. Jej wygląd sugerował, że nie na miejscu będzie pytanie, czy pali. Ktoś taki z pewnością to robi, więc Franek wyciągnął w jej kierunku paczkę z kilkoma Marlborro. Wyciągnęła jednego. Obok nich przetoczył się menel z reklamówką, której wygląd sugerował, że jest jej właścicielem od dłuższego czasu. 


- Pójdziemy na piwo, odechciało mi się kawy - powiedział Franek i zasłonił ręką zapalniczkę. 
- Jak sobie chcesz - odpowiedziała zadziornie. Deszcz nabierał konsystencji, a na ulicy zrobiło się pusto, jak na festynie rodzinnym w małej miejscowości. Buty nabierały ciemniejszego koloru od wilgoci. Po kilkunastu minutach dotarli do knajpy, przed którą kilku gówniarzy rozmawiało o nowym sezonie Gry o Tron. Zatęchłe i niewietrzone pomieszczenie pochłonęło zmokniętych dwudziestoparolatków. Wzięli po lanym, czeskim sikaczu i usiedli naprzeciwko siebie. Klimat ów miejsca odpowiadał herbaciarni, ale można tam było dostać nawet mohito, częściej wpierdol. Światło było stłumione, a muzyka zagłuszona przez krzyki ludzi zaabsorbowanych grą planszową. Barman ze skwaszoną miną zerkał co jakiś czas na salę i szeptał coś do swojej koleżanki, która widziała fryzjera i kosmetyczkę conajmniej rok temu. Ewidentnie się nudzili. Polerowali poszczerbione szklanki, które potrzebowały nabłyszczacza, jak facet przy barze detoksu. 


- Przyjechałam na studia z Rzeszowa, nie? Wyrwałam się trochę z tego kurwidołka - uśmiechnęła się i zrobiła trzysekundową pauzę -  a Krakowa nie lubię - powiedziała, jakby odpowiadała na niezadane pytanie -  Zero znajomych, zero zobowiązań, tylko nauka… Opowiedz lepiej o sobie, czy coś. 
- Jeśli oczekujesz, że ja powiem ci co tutaj robię, to się pomyliłaś. Siedzę tutaj z tobą przy tanim piwie i na kurewsko dużym kacu - wymusił uśmiech i poprawił się na niewygodnym krześle. Prowadzili wymuszoną rozmowę. W powietrzu czuć było, że coś jest nie tak. Wodzili wzrokiem, oglądali sufit i liczyli na nim lampy ze zwłokami komarów, muszek i większych owadów. Franciszek obracał wafel pod kuflem z końcówką niedobrego pilznera. Telefon cały czas wibrował mu w kieszeni. W knajpie zrobiło się duszno. Ktoś trącił kieliszek z wiśniówką. Najebani studenci nie patrząc pod nogi roznieśli alkohol po całej podłodze. Barmanka z wkurwioną miną poszła na zaplecze po mopa. Z głośników docierał głos Roguckiego. 

Rozmowa zeszła na tematy weekendowej imprezy, na której chyba się widzieli. Ona opowiadała o koleżankach, które pojechały nad jezioro. Cały czas kontrolowała telefon, jakby jedna pierdolona wiadomość miała zmienić jej całe dotychczasowe życie. Nagle obrócili głowy, jakby niewidzialne nitki w tym samym momencie zostały pociągnięte w bok. Powiew zimnego wiatru momentalnie przewietrzył zatęchłe pomieszczenie. 

Mokre włosy zaczesał palcami w bok, zdjął zaparowane okulary i popatrzył w stronę stolika, przy którym siedzieli. Franciszek rozpoznał go już po tym, jak z impetem otworzył drzwi. Był gruby, a jego oczy wskazywały na obłąkanie albo stężenie dużej ilości narkotyków w organizmie. Wsadził ręce do kieszeni, splunął na podłogę i podszedł do stolika, przy którym siedzieli. Nie pytając, wziął kufel Patrycji, wypił jego zawartość i zwrócił wzrok w stronę Franciszka.


- Wisisz mi kasę. 




Skomentuj







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski