Znajdź mnie na Facebooku
23.11.2013

Codziennie ją mijam. Stoi nieruchomo na wysokości pierwszego piętra. Specjalnie dla niej wykonano otwór w ścianie szarego budynku. Ma rozłożone ręce w geście błogosławieństwa. Wykonana z ciężkiego materiału pozbawionego koloru. Trochę popękana i brudna. Już nikt na nią nie patrzy, przestaliśmy spoglądać w górę.



Przechadzając się niespiesznie starymi ulicami miast, możemy dostrzec naprawdę dużo. Miejsca, które codziennie mijamy skrywają wiele tajemnic. Sekret tkwi w naszym podejściu. Nie trudno sobie wyobrazić, że jest ranek, a naszą głowę przytłaczają myśli o pracy. Pijemy w biegu drugą kawę. Nie zwracamy uwagi na to, co wokół. Zatracamy się w sobie i patrzymy w płyty krzywego i zaśmieconego niedopałkami chodnika. Ludzie mijają nas obojętnie. Spieszymy się. Brak w nas refleksji. Dlatego przechadzanie najlepiej zostawić na godziny wieczorne. Zmienić perspektywę.
Wystarczy odchylić głowę i przyjrzeć się pięknu na starszych od nas kamienicach. Rozmaite płaskorzeźby przedstawiające sytuacje z historii ludzkości. W pewnej gliwickiej bramie zauważyłem nawet rydwan z zaprzęgiem i woźnicą. Nawiązywał on do starożytnego Egiptu. Inne dzieło przedstawiało kobietę z dzbanem na głowie. Siadały w nim gołębie. Co tam robiły? Możemy snuć tylko domysły. Począwszy od płaskorzeźb, a skończywszy na graffiti z liściem konopi indyjskich. To oferuje nam górna część miejskich kamienic. Moją uwagę przykuła jednak figurka. Nie pasująca stylem do reszty. Oddalona od centrum miasta i zwykła.



kuzynka ze wsi

Stoją na skrajach wiosek, wśród szczerych pół. Pod sklepem. Parę kroków od wiejskiego kościółka, czy na samym środku ogródka. Przeważnie kolorowe, inne niż ta w mieście. Mają swoje małe domki wykonane przez miejscowych artystów. Co jakiś czas ktoś przychodzi. Wymienia jej kwiaty, podlewa te w doniczkach i zamiata nagromadzony kurz. Bywa, że tylko się przeżegna, przystanie i odmówi krótką modlitwę, którą zna od dziecka.
Nikt nie pamięta, kiedy tutaj zamieszkała. Jest bardzo stara, ale co jakiś czas ktoś ją pomaluje, zakonserwuje i znów można przychodzić. Starsze kobiety chodzą do niej w maju, jej miesiącu. Opierają rowery o drzewa i zapalają świeczki wewnątrz jej małego domku. Trochę z przyzwyczajenia. Może czasem przypominają sobie, po co to wszystko.
Stawiane od bardzo dawna kapliczki symbolizują dziękczynienie za łaski, które otrzymali mieszkańcy. Pewna historia opowiada o ludności małej wsi w górach. Oddzielona była od reszty świata mostem. W czasie wojny obce wojska chciały się do niej dostać. Ludność, która nie miała szans na przeżycie w starciu z wojskami, zaczynała modły. Poskutkowały, a most zawalił się tuż przed wojskiem. Mocno zakorzenione w społeczności opowieści nadal robią niemałe wrażenie, a na jej cześć powstają nowe kapliczki. Opowieści nadal się tworzą.
Zwróćmy teraz uwagę na te sakralne działa. Drewniane, z marmuru, kamienia, a nawet plastiku. Zawsze kolorowe, jaskrawe i dostrzegalne z daleka. Najczęściej przy drodze. Nie umiem sobie wyobrazić polskiej wsi pozbawionej tego elementu architektonicznego, który dodaje uroku i jest wpisany w tradycję. Czasem przekombinowany i ociekający kiczem, ale zawsze swój. Z kratowanymi drzwiami zamykanymi na klucz przez starszą panią. Kapliczka otwierana tylko na sprzątanie i zmianę kwiatów. Z obawy przed dewastacją, o której w świecie słyszy się coraz więcej. Wilgotna i porośnięta pleśnią, ciągle czekająca na renowację. Zabytkowy obiekt kulturowy, który powinien zostać symbolem polskiej wsi.

Kolejny raz przechodzę obok jej miejskiej kuzynki. Patrzę na kamienną twarz. Jest niewyraźna, spłukana śląskim deszczem. Czasami wydaje mi się, że prosi mnie o przeprowadzkę na wieś, bo tu nikt nie patrzy już do góry.



Skomentuj







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski