19.11.2013
Chodzą coraz wolniej. Bardziej się nie chce. Albo po prostu
jest zimniej. Czasami stają w miejscu, oglądają się na boki i przechodzą na
czerwonym świetle. Bywa, że patrzą na drugą stronę, przed siebie. Wyczekują
podświetlanego na zielono człowieka, z jedną schematyczną nogą wyciągniętą do
przodu.
Można to obserwować ukradkiem i przez przypadek. Stawanie
naprzeciw siebie i oczekiwanie. Zawsze na to samo, choć w dwóch innych
rzeczywistościach. Chudzi i chorzy, w szarych adidasach znalezionych gdzieś i
kiedyś. Spod starej kurtki wychodzą znoszone podkoszulki. Z wyblakłymi
reklamówkami, w których trzymają wszystkie swoje skarby. Popękane od zimna
brudne ręce zaciskają się na uchu. Chwieją się lub stoją trzeźwo, chociaż nawet
ci na takich nie wyglądają. Patrzą w asfalt, czasami tylko naciskają nerwowo
guzik, pod którym napis prosi o naciśnięcie. Udają, że się spieszą. Naprawdę
nie mają do czego. Próbują na siebie nie spoglądać. Chyba że chcą pożyczyć
złotówkę. Mają za sobą przeszłość, każdy inną. Mniej lub bardziej kolorową. Bez
perspektyw i pomysłów na życie. W każdy poniedziałek odbierają żywność z
pobliskiego ośrodka pomocy. Jedni przywykli już do takiego życia, a dla innych
to tylko – jak się wydaje - okres przejściowy.
