1.01.2014
Wszyscy wiemy, że były święta, a nowy rok się rozpoczął. Nie napiszę o tym, jak wszyscy.
Artykuł na zlecenie.
Wstała od stolika i z
uśmiechem na twarzy zapłaciła za swoja kawę. Przed chwilą jeszcze podawała rękę
przystojnemu mężczyźnie, z którym załatwiała interesy. Trzymała w dłoni
torebkę. Miała w niej dokumenty schowane w zielonej teczce. Wyszła na
zatłoczoną ulicę. Padał deszcz, ale ona najwyraźniej to lubiła.
Należy do tych osób, które zachwycają się potęgą miasta. W
nim czują się najlepiej. Wśród wielu ludzi, samochodów i śląskiego smrodu,
którego nie sposób nie wdychać. Potrafią dostrzegać urok tych na pozór
brzydkich kamienic, ulic i wielkich gmachów budowanych w nowoczesny sposób.
Znana nam grupa społeczna także lubuje
się w miastach. Czym byłoby życie studenta bez tłocznych miejsc, do których
uwielbia chodzić? Najlepsze i najbardziej rozrywkowe kluby znajdują się właśnie
w samych centrach miast. Szum, tłok, dym papierosowy i głośna muzyka jest tu
mile widziana, a sklepy monopolowe rozkwitają. Nie ma nic lepszego dla młodego
człowieka niż miasto nocą. Weekendy spędzane na długich wyprawach wzdłuż
ruchliwych ulic, miejsc gdzie wiele się dzieje. Beztroska zabawa połączona z
młodzieńczym zachwytem.
To uczucie znali już podchmieleni poeci XX wieku. Manifesty
grup poetyckich z tamtego okresu jasno
określają swój zachwyt miastem. Spisywane w kawiarniach przy brukowanych
ulicach Krakowa i Warszawy. Julian Tuwim, należący do Skamandrytów, bardzo
często zawierał motyw miasta w swoich licznych wierszach. Począwszy od
„Chrystusa miasta”, poprzez wiersz o wracaniu tramwajem pod wpływem alkoholu, a
skończywszy na wspominaniu Łodzi – jego rodzinnego miasta. W programie Awangardy
Krakowskiej, do której należał Julian Przyboś, pośród wielu punktów
można natomiast znaleźć fascynację cywilizacją i jej wytworami, o których
poczytamy w manifeście Peipera pod tytułem Miasto. Masa. Maszyna. Inne
punkty krytykują metafizykę i sentymentalizm, zamieniając poetę z kapłana na
rzemieślnika, który pracuje w materiale słowa. Adresatem jego poezji jest masa
ludzka żyjąca w mieście.
Czy ktoś z nas nie zna jeszcze hipsterów? To najlepszy
przykład współczesnych ludzi, którzy odnajdują się najlepiej wśród tłumu
mainstreamowej masy użytkowników nieajfonów.
Przesiadują w Starbucksie i obserwują
zza dużych szyb rzekę uczestników szarego życia. Wybierają się ze znajomymi na
spacery po galeriach handlowych, gdzie spędzają czasami całe dnie. Największe
miasta są przez nich oblegane. Wyglądające na stare, nowe swetry, a do tego
duże okulary w czarnych oprawkach. Wystarczy oglądnąć się w bok, czy za
siebie. Już znalazłeś
hipstera (autor też jest ah - anonimowym hipsterem).
Współczesna poezja nie pomija miasta, a wręcz w dużym stopniu
się w nim rodzi. Potrzeba spisywania tego, co mamy w sobie powoduje coraz
większą spuściznę literacką z dziedziny poezji. Najlepszym i najbardziej znanym
poetą współczesnym jest Marcin Świetlicki, który aktualnie zamieszkuje w
Krakowie. To miasto raz go zachwyca, a raz jest przez niego znienawidzone.
Mniej znani twórcy również sięgają po ten motyw, ponieważ jest on jednym z
najbardziej bliskich dzisiejszemu (czasem wczorajszemu) człowiekowi, który współistnieje razem z
nim. Na koniec pozostaje tylko podać przykład.
Świetlicki nawet utożsamia z miastem bliską mu osobę w
wierszu „Uwodzenie”:
jesteś najlepszym
miejscem tego miasta; kiedy wracam do miasta - to do ciebie wracam; miasto
istnieje, jeśli ty zachcesz; miasto odpływa, jeśli chcesz.