Znajdź mnie na Facebooku
1.01.2014

Wszyscy wiemy, że były święta, a nowy rok się rozpoczął. Nie napiszę o tym, jak wszyscy.
Artykuł na zlecenie.



Wstała od stolika i  z uśmiechem na twarzy zapłaciła za swoja kawę. Przed chwilą jeszcze podawała rękę przystojnemu mężczyźnie, z którym załatwiała interesy. Trzymała w dłoni torebkę. Miała w niej dokumenty schowane w zielonej teczce. Wyszła na zatłoczoną ulicę. Padał deszcz, ale ona najwyraźniej to lubiła.



Należy do tych osób, które zachwycają się potęgą miasta. W nim czują się najlepiej. Wśród wielu ludzi, samochodów i śląskiego smrodu, którego nie sposób nie wdychać. Potrafią dostrzegać urok tych na pozór brzydkich kamienic, ulic i wielkich gmachów budowanych w nowoczesny sposób. Znana nam  grupa społeczna także lubuje się w miastach. Czym byłoby życie studenta bez tłocznych miejsc, do których uwielbia chodzić? Najlepsze i najbardziej rozrywkowe kluby znajdują się właśnie w samych centrach miast. Szum, tłok, dym papierosowy i głośna muzyka jest tu mile widziana, a sklepy monopolowe rozkwitają. Nie ma nic lepszego dla młodego człowieka niż miasto nocą. Weekendy spędzane na długich wyprawach wzdłuż ruchliwych ulic, miejsc gdzie wiele się dzieje. Beztroska zabawa połączona z młodzieńczym zachwytem.
To uczucie znali już podchmieleni poeci XX wieku. Manifesty grup poetyckich z tamtego okresu  jasno określają swój zachwyt miastem. Spisywane w kawiarniach przy brukowanych ulicach Krakowa i Warszawy. Julian Tuwim, należący do Skamandrytów, bardzo często zawierał motyw miasta w swoich licznych wierszach. Począwszy od „Chrystusa miasta”, poprzez wiersz o wracaniu tramwajem pod wpływem alkoholu, a skończywszy na wspominaniu Łodzi – jego rodzinnego miasta. W programie Awangardy Krakowskiej, do której należał Julian Przyboś, pośród wielu punktów można natomiast znaleźć fascynację cywilizacją i jej wytworami, o których poczytamy w manifeście Peipera pod tytułem Miasto. Masa. Maszyna. Inne punkty krytykują metafizykę i sentymentalizm, zamieniając poetę z kapłana na rzemieślnika, który pracuje w materiale słowa. Adresatem jego poezji jest masa ludzka żyjąca w mieście.
Czy ktoś z nas nie zna jeszcze hipsterów? To najlepszy przykład współczesnych ludzi, którzy odnajdują się najlepiej wśród tłumu mainstreamowej masy użytkowników nieajfonów. Przesiadują w Starbucksie i obserwują zza dużych szyb rzekę uczestników szarego życia. Wybierają się ze znajomymi na spacery po galeriach handlowych, gdzie spędzają czasami całe dnie. Największe miasta są przez nich oblegane. Wyglądające na stare, nowe swetry, a do tego duże okulary w czarnych oprawkach. Wystarczy oglądnąć się w bok, czy za siebie. Już znalazłeś hipstera (autor też jest ah - anonimowym hipsterem).
Współczesna poezja nie pomija miasta, a wręcz w dużym stopniu się w nim rodzi. Potrzeba spisywania tego, co mamy w sobie powoduje coraz większą spuściznę literacką z dziedziny poezji. Najlepszym i najbardziej znanym poetą współczesnym jest Marcin Świetlicki, który aktualnie zamieszkuje w Krakowie. To miasto raz go zachwyca, a raz jest przez niego znienawidzone. Mniej znani twórcy również sięgają po ten motyw, ponieważ jest on jednym z najbardziej bliskich dzisiejszemu (czasem wczorajszemu) człowiekowi, który współistnieje razem z nim. Na koniec pozostaje tylko podać przykład.



Świetlicki nawet utożsamia z miastem bliską mu osobę w wierszu „Uwodzenie”:


jesteś najlepszym miejscem tego miasta; kiedy wracam do miasta - to do ciebie wracam; miasto istnieje, jeśli ty zachcesz; miasto odpływa, jeśli chcesz.

Skomentuj







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski