9.02.2014
Położyłem mój duży,
pomarańczowo - szary plecak nad siedzeniami, wyjąłem z niego
książkę, ściągnąłem kurtkę i usiadłem. Zacząłem czytać.
Pociąg ruszył. Nie był przeludniony, kilka wolnych miejsc. Po
krótkiej chwili usłyszałem zza mojego fotela męski, donośny
głos.
- Napisałem dla pani
wiersz.
Oczywiście nie zwracał
się do mnie. Pan miał siwe, średniej długości włosy i brodę.
Na kolanach trzymał skórzaną teczkę z kartką, na której coś
notował. Ubrany w elegancki garnitur i białą koszulę. Spod
kołnierzyka wystawała czarna muszka Nie pasowała mu tylko puchowa
kurtka w kolorze fioletowym, która wisiała nad nim. Ton głosu,
jego barwa i sposób wysławiania nie wskazywał na spożycie
alkoholu, ani żadnego innego środka odurzającego. Po przeciwnej
stronie siedziała ruda, młoda dziewczyna, do której się zwracał.
Jej policzki nabrały rumieńców. Nie była szczególnie ładna, a
jej włosy miały już lekkie odrosty. Miała na sobie zwykłe
jeansy, kozaki i beżową kurtkę.
Zmieszała się trochę,
co było normalne w tak nietypowej sytuacji. Odpowiedziała tylko:
ojejku. Pan zapewniał, że czasem lubi popełnić jakiś mały
wierszyk. Zapytał, czy ma kartkę, na którą mógłby go przepisać.
Dała mu swój kalendarz, gdzie pod datą 8.02.14 napisał wiersz.
Oddał jej kalendarz i zapytał o jej imię.

Agnieszka wysiadła z niepohamowanym uśmiechem, zeszła po schodach i już więcej nie widziałem jej zza szyby. Siwy pan opuścił wagon dwa przystanki dalej. Od ponad dziesięciu minut nie miałem pojęcia, o czym czytam. Myślałem o oglądanej wcześniej sytuacji i byłem zdziwiony. Scena, jak z filmu. Nie byłaby to jednak komedia romantyczna, a raczej historia o eleganckim, starszym panu, który potrafi uszczęśliwiać ludzi. Nie mam pojęcia, jaki był to wiersz. Zwykła rymowanka, czy dzieło wieszcza, o którym będą uczyć się dzieci za kilkadziesiąt lat. Zdecydowanie podrywem też to nie było. Po prostu chciał nietypowo podzielić się swoim szczęściem.