14.02.2014
Właśnie wróciłem z
fascynującej podróży, której pomysł pojawił się nieco
spontanicznie na początku zimowych, studenckich ferii. Wisła
przywitała topniejącym śniegiem i brakiem turystów, ale to
jak najbardziej odpowiadające okoliczności.
Koleje Śląskie działają
bez zarzutu i jeżdżą zgodnie z rozkładem, a toalety są czyste.
Nie ironizuję, bo naprawdę byłem zaskoczony. Od dawna brakowało
mi oderwania od normalnego trybu życia w miejskim zgiełku, który
uwielbiam, ale od wszystkiego kiedyś trzeba odpocząć. Mijane
tereny oglądałem zza lekko brudnego okna. Pociąg toczył się z
wolna i usypiał podróżnych w polarach z 4F albo Decathlonu,
które zostały stworzone do chodzenia po górach. Również miałem
w plecaku mój ciepły, brązowy polar.
Wczorajsza pogoda
dopisała, a stok narciarski z góry w taką pogodę wygląda
świetnie. Nie był przeludniony. Czyste widoki, bez zbędnych
budynków i wielkich kominów, których wiele było ostatnio w moim
życiu. Tak samo jak niezdrowego jedzenia i braku sportu. Chciałem
wybrudzić glany górskim błotem, przewrócić się w mokrym śniegu,
czy zmęczyć łydki ciągłym parciem w górę i to mi się udało.
Wynajęty pokój w pewnej
górskiej chacie okazał się być szczytem elegancji i
wyrafinowanego gustu. Obite pomarańczową tapicerką meble idealnie
pasowały do zielonych, jaskrawych tapet z kwadratami, od których
zaczynała boleć głowa. Sufit obity białym plastikiem o
regularnych kształtach. Brak ogrzewania odwracał od niego uwagę.
Reasumując: Dwa dni
ferii w oderwaniu od wielkiej aglomeracji w pełni zaspokoiły
potrzebę wyjechania gdziekolwiek, a pogoda spisała się na medal,
jak nasza Justyna. Nawet Koleje Śląskie dowiozły bezpiecznie do
celu i nie spotkałem się z dziwnymi sytuacjami, do których mam
ostatnio szczęście. Życie, wyśmienicie!
