28.04.2014
Niespodziewanie pojawiałem się dziś w paru
punktach usługowo - sprzedażowo - spożywczych i przeprowadzałem
nieświadome testy na rozpoznawalność. Wynik był zaskakujący, bo
tylko w jednym rozpoznał mnie niejaki Łukasz P, z którym zwykłem
chodzić na zajęcia. Śmiało można powiedzieć, że w przestrzeni
około publicznej rozpoznawalność wynosiła 25%, a to całkiem
niezły wynik.
Zmęczony popołudniem, zjadłem coś, co pozwoliłem
sobie nazwać gulaszem. Miało to kolor intensywnie czerwony i
znajdowało się tam wszystko, co można było do niego wrzucić.
Było bardzo intensywne w smaku, adekwatnie do wspominanego wcześniej
koloru. Bardzo jestem wdzięczny osobie, która zrobiła go
specjalnie dla mnie. Krzyki za oknem nie ustawały, bowiem przy
śmietnikach obradowali filozofowie, siedząc na kartonach po pizzy.
Kloszardzi ci mają wyznaczone miejsca pod plastikowymi kontenerami,
w których codziennie z pewną częstotliwością i włączonym
programem co piętnaście minut, szukają czegoś bliżej
niezidentyfikowanego.
Co to wszystko ma do mojej 25% rozpoznawalności? W
świecie lokalnej społeczności, która każdego dnia musi
wysłuchiwać ich daleko posuniętych wywodów, których początek i
koniec zawsze kończy się w skondensowanym i siarczyście smacznym
kurwa, ma. Filozofowie ci są rozpoznawalni, a ja nie.
Codziennie towarzyszy mi przyjemna gładkość
poręczy, kiedy zbiegam spóźniony na zajęcia. W świecie jednak
musi być równowaga, więc głądkołysy dziadek w wędkarskiej
kamizelce patrzy swoim zimnym wzrokiem, nie odpowiadając nawet na
dzieńdobry rzucone ot tak. W jego głosie słychać
chropowatość, którą wyssał z cukierków miętowych, namiętnie
ssanych bez względu na porę dnia i nocy. Jego lokalna społeczność
również kojarzy bardziej. Mnie pamięta dlatego, że chciałem
kiedyś wnieść nielegalnie czteropak piwa zapakowanego w
zielonoszare puszki.
Zauważalność wśród lokalnej społeczności
należy zdobywać dzięki zawodowi gnieciciela puszek albo dziadkową
kamizelką, która została zakupiona od Chińczyka na bazarze. W każdym jednak przypadku to świat zbudowany wspólnym wysiłkiem i to
często również przez tych, którzy nie czują się jego częścią.

Tacy uliczni filozofowie czasem są mądrzejsi od statystycznego Kowalskiego, ba! Czasem nawet od ponad przeciętnego Nowaka.
OdpowiedzUsuńBardzo dobry tekst.
Pozdrawiam,
Ewelina