Znajdź mnie na Facebooku
28.04.2014

Niespodziewanie pojawiałem się dziś w paru punktach usługowo - sprzedażowo - spożywczych i przeprowadzałem nieświadome testy na rozpoznawalność. Wynik był zaskakujący, bo tylko w jednym rozpoznał mnie niejaki Łukasz P, z którym zwykłem chodzić na zajęcia. Śmiało można powiedzieć, że w przestrzeni około publicznej rozpoznawalność wynosiła 25%, a to całkiem niezły wynik.


Zmęczony popołudniem, zjadłem coś, co pozwoliłem sobie nazwać gulaszem. Miało to kolor intensywnie czerwony i znajdowało się tam wszystko, co można było do niego wrzucić. Było bardzo intensywne w smaku, adekwatnie do wspominanego wcześniej koloru. Bardzo jestem wdzięczny osobie, która zrobiła go specjalnie dla mnie. Krzyki za oknem nie ustawały, bowiem przy śmietnikach obradowali filozofowie, siedząc na kartonach po pizzy. Kloszardzi ci mają wyznaczone miejsca pod plastikowymi kontenerami, w których codziennie z pewną częstotliwością i włączonym programem co piętnaście minut, szukają czegoś bliżej niezidentyfikowanego.


Co to wszystko ma do mojej 25% rozpoznawalności? W świecie lokalnej społeczności, która każdego dnia musi wysłuchiwać ich daleko posuniętych wywodów, których początek i koniec zawsze kończy się w skondensowanym i siarczyście smacznym kurwa, ma. Filozofowie ci są rozpoznawalni, a ja nie.


Codziennie towarzyszy mi przyjemna gładkość poręczy, kiedy zbiegam spóźniony na zajęcia. W świecie jednak musi być równowaga, więc głądkołysy dziadek w wędkarskiej kamizelce patrzy swoim zimnym wzrokiem, nie odpowiadając nawet na dzieńdobry rzucone ot tak. W jego głosie słychać chropowatość, którą wyssał z cukierków miętowych, namiętnie ssanych bez względu na porę dnia i nocy. Jego lokalna społeczność również kojarzy bardziej. Mnie pamięta dlatego, że chciałem kiedyś wnieść nielegalnie czteropak piwa zapakowanego w zielonoszare puszki.


Zauważalność wśród lokalnej społeczności należy zdobywać dzięki zawodowi gnieciciela puszek albo dziadkową kamizelką, która została zakupiona od Chińczyka na bazarze. W każdym jednak przypadku to świat zbudowany wspólnym wysiłkiem i to często również przez tych, którzy nie czują się jego częścią.



  1. Tacy uliczni filozofowie czasem są mądrzejsi od statystycznego Kowalskiego, ba! Czasem nawet od ponad przeciętnego Nowaka.
    Bardzo dobry tekst.
    Pozdrawiam,
    Ewelina

    OdpowiedzUsuń







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski