13.04.2014
Druga część tekstu o pracy. Pierwszą znajdziecie tutaj.
Piękna
pogoda zaczęła najdłuższe wakacje w życiu. Dobrze byłoby
pojechać na Woodstock, zwiedzić Polskę i maksymalnie się
wyluzować, jak rok temu. - Pomyślałem. Z drugiej strony chciałbym zrobić kurs na
prawo jazdy, zarobić na studia i samochód. Może połączyć to
wszystko? Znaleźć pracę przyjemną, niemęczącą, z elastycznymi
godzinami. Udało się, ale to praca znalazła mnie przez osobę o imieniu Tomek.
Pierwsze
spotkanie odbyło się w Jeleniej Górze. Pojechałem na nie
ciemnozielonym pasatem ze znajomymi. Na miejscu przeszliśmy szybkie
szkolenie i dostaliśmy potrzebny sprzęt: aparat fotograficzny, PDA
(specjalny GPS z wgranym programem), komplet kluczy, kłódki,
niebieski kask i trzy pary rękawiczek. Wszystko w kartonowym pudle z
IKEA. Pojęcie inwentaryzacji obiektów elektroenergetycznych spółki
XXXXXX S.A zaczęło nabierać nieco głębszego sensu.
Nasza
pierwsza baza noclegowa znajdowała się w Kamiennej Górze
na Dolnym Śląsku. Kilka kolorowych pokoi, urządzonych bez żadnego
poczucia estetyki. Dwie łazienki, aneks kuchenny i małe podwórko z
tanim grillem. Nowy, letni dom. Małe miasteczko z okolicznymi
wioskami było naszym celem inwentaryzacyjnym. Już tłumaczę -
chodziliśmy z GPS'em i robiliśmy zdjęcia słupom niskiego
napięcia, czyli najmniejszym jakie są. W urządzeniu zapisywaliśmy
pozycję obiektu i szliśmy dalej. Po krótkim i praktycznym
szkoleniu wszystko robiliśmy sami. Wieczorami, po skończonej
robocie, zasiadaliśmy przy wspólnym browarze, czasami dwóch, a nawet
pięciu.
| Kuchnia z prawdziwego zderzenia. |
Najlepiej pracowało się w ciepłe dni w biednych wioskach, w których nic się
nie dzieje. Początki bywały trudne, bo oswajanie z psami nie
należą do przyjemnych. Wiejska filozofia mówi, żeby te mniejsze
trzymać na łańcuchu, a te duże niech biegają. Skaczą. Gryzą. Za każdym kolejnym upewniałem się, że takich psów nie da się do
siebie przekonać. Glany i gruby kij dodawały mi pewności siebie,
na wszelki wypadek. Z ludźmi było podobnie. Dready i podarte
spodnie działały na moją niekorzyść, bo wzbudzały
zainteresowanie. Duża część osób myślała, że chcę okraść
ich dom, ciągnik, krowę lub podeptać kwietniki. Każdej wiejskiej kobiecinie
tłumaczyłem, czym się zajmuję i dlaczego robię zdjęcia. Nowsze budynki posiadały złącza w
plastikowych i metalowych skrzynkach. Musiałem je otwierać za
pomocą kluczy, wyjmować plan, zrobić zdjęcia i wpisać wszystko w
PDA. Słuchanie muzyki towarzyszyło mi w tych sytuacjach wraz z zapachami dochodzącymi z obory i pól, na których pasły się owce. W pościgach z psami grałem rolę kiełbasy. Dobrze się o tym pisze, ale kiedy młóciłem nogami zboże, prawie zginąłem w paszczy wiejskich wilków. Cisza,
spokój i specyficzny klimat, którego nie znajdziemy w mieście.
Ale...
Miasto
również dostarczało wrażeń. Poznawałem osiedlowych chłopaków,
którzy zachęcali do wspólnego jarania. W domu dowiedziałem się,
że podróżowałem po jednej z najciekawszych dzielnic Jeleniej Góry
- Pekinie. Na podwórkach i w bramach prowadziłem filozoficzne
rozmowy z miejscowymi filozofami, dzieliłem się spostrzeżeniami i
drobnymi. Spotykałem również Kacpra, o którym kiedyś pisałem.
Kiedy mapa zostawała ukończona, szedłem na bardziej ruchliwą
drogę i wystawiałem rękę.
| Karpacz, łapanie stopa na Śnieżkę. |
Często
stawali. Opowiadałem o swojej pracy, oni o swojej. Byli różni.
Jeden pan wiózł na targ towar, dlatego stanął już na górce,
bo trudno byłoby mu ruszyć pod nią. Jechał załadowanym po sam dach fordem dostawczym i nie przestawał mówić o warzywach.
Lubił swoją pracę, a warzywa wiózł do Kamiennej Góry z
Wrocławia. Wysadził mnie na skrzyżowaniu, skąd spokojnie mogłem
dojść na piechotę do Zacisza, gdzie aktualnie byliśmy zakwaterowani. Następnego dnia najadłem się strachu, z którego później się śmiałem.
Leszek, pan około czterdziestki, opowiadał mi o swojej żonie.
Pędził drugą generacją golfa sto na godzinę przez wiejską drogę. "To ona rozje***a
klapę od silnika, dlatego w każdej chwili może ona odpaść i możemy
się rozj***ć". Cudownie.
Najlepsza
była Kasia, która myślała, że jadę do Kostrzyna nad Odrą, dlatego
zabrała biednego autostopowicza. Przeżyła zawód, kiedy
uświadomiłem jej, że się myli. Zaprosiła mnie na before przed
Woodstockiem, wzięła mój numer i nie zadzwoniła całą noc. O
czwartej zbudził mnie telefon, ale nie odebrałem i tak
zakończyliśmy znajomość.
Kamienną
Górę, Karpacz, Bolków, Szklarską Porębę i Jelenia Górę znam
na pamięć. Opowiedzenie poszczególnych sytuacji zajęłoby dużo czasu. Minione wakacje wspominam bardzo dobrze. Z dala od domu, poznając Polskę i przeżywając rozmaite przygody. Za każdy zinwentaryzowany obiekt firma XXXXX S.A płaciła 1.50zł brutto, a dziennie fotografowało się dwie setki takich. Przyjemne z pożytecznym.
| Jelenia Góra. |