12.08.2014
Trudno
jest zdać - słyszałem. Nikt nie zdaje za pierwszym - słyszałem.
Jesteś głupi, że nie w Rybniku - słyszałem. I co? Zdałem za
pierwszym. Przyszedłem do tego WORDU, zlany deszczem. Mokre miałem
nawet majtki. Gość zaprosił mnie do samochodu, więc wsiadłem.
Klakson, przeciwmgielne tylne, łuk, górka i miasto. Koniec
historii.
Ale
Wam opiszę, jak chcecie. Gość miał kwadratową twarz, koszulę z
krótkim rękawem (koszule z krótkim rękawem wyglądają, jakby
koszuli z długim rękawem obcięto rękawy) i mówił bardzo cicho i
oficjalne. Musiałem przedstawić się do kamery i potwierdzić swój
pesel, którego nauczyłem się na pamięć, kiedy zszywali mi brodę
na pogotowiu. Później podał mi dwa banalne zadania. Musiałem je
wykonać. Nacisnąć kierownicę, żeby usłyszeć klakson i
sprawdzić, czy działają przeciwmgielne tylne. Zdziwiłbym się,
gdyby nie działały. Są sprawdzane codziennie po kilkanaście razy.
Ale jak chciał, to sprawdziłem. Następnie przygotowanie do jazdy.
Lustereczko powiedz przecie, bok samochodu i droga najważniejsza
jest na świecie.
Łuk
pokonałem dosyć szybko. Skrzywił swoją kwadratową twarz pod
parasolem. Nadal lało. Do czerwonej tojotki też, bo musiałem
zostawić otwarte okna. Wsiadł i powiedział cicho "proszę,
panie kierowco, jechać na wzniesienie". Twoje życzenie jest
dla mnie rozkazem, panie egzaminatorze. Gaz, sprzęgło, opuszczanie
ręcznego. Ruszył. Pojechaliśmy na Kato.
Panie
kierowco, proszę w lewo. Panie kierowco, proszę w prawo, teraz w
lewo, prawo, lewo, prosto, prawo, zawracamy, przyspieszamy,
zwalniamy, parkujemy, panie kierowco. Gratuluję, zdał pan egzamin
na prawo jazdy kategorii B.
