Znajdź mnie na Facebooku
12.08.2014

Trudno jest zdać - słyszałem. Nikt nie zdaje za pierwszym - słyszałem. Jesteś głupi, że nie w Rybniku - słyszałem. I co? Zdałem za pierwszym. Przyszedłem do tego WORDU, zlany deszczem. Mokre miałem nawet majtki. Gość zaprosił mnie do samochodu, więc wsiadłem. Klakson, przeciwmgielne tylne, łuk, górka i miasto. Koniec historii.





Ale Wam opiszę, jak chcecie. Gość miał kwadratową twarz, koszulę z krótkim rękawem (koszule z krótkim rękawem wyglądają, jakby koszuli z długim rękawem obcięto rękawy) i mówił bardzo cicho i oficjalne. Musiałem przedstawić się do kamery i potwierdzić swój pesel, którego nauczyłem się na pamięć, kiedy zszywali mi brodę na pogotowiu. Później podał mi dwa banalne zadania. Musiałem je wykonać. Nacisnąć kierownicę, żeby usłyszeć klakson i sprawdzić, czy działają przeciwmgielne tylne. Zdziwiłbym się, gdyby nie działały. Są sprawdzane codziennie po kilkanaście razy. Ale jak chciał, to sprawdziłem. Następnie przygotowanie do jazdy. Lustereczko powiedz przecie, bok samochodu i droga najważniejsza jest na świecie.


Łuk pokonałem dosyć szybko. Skrzywił swoją kwadratową twarz pod parasolem. Nadal lało. Do czerwonej tojotki też, bo musiałem zostawić otwarte okna. Wsiadł i powiedział cicho "proszę, panie kierowco, jechać na wzniesienie". Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, panie egzaminatorze. Gaz, sprzęgło, opuszczanie ręcznego. Ruszył. Pojechaliśmy na Kato.



Panie kierowco, proszę w lewo. Panie kierowco, proszę w prawo, teraz w lewo, prawo, lewo, prosto, prawo, zawracamy, przyspieszamy, zwalniamy, parkujemy, panie kierowco. Gratuluję, zdał pan egzamin na prawo jazdy kategorii B. 

Skomentuj







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski