Znajdź mnie na Facebooku
27.08.2014

O śmierci trudno jest pisać. Szczególnie, gdy stracimy kogoś bliskiego. Coś zostanie w pamięci, coś sobie uświadomię. Najnormalniej w świecie jest smutno. Nawet jeśli to zwierzę. Towarzysz samotności, który nigdy nie wypowiedział słowa, tylko słuchał. Nie wiem, czy cokolwiek rozumiał z ludzkiego bełkotu. Zdechł w niedzielny wieczór. Pozostawił kilka puszek kociego żarcia drobiowego i wspomnienia z sierścią osiadłą na ubraniach.


Dwa lata temu przywiozłem go w wiklinowym koszyku. Był małą, czarną kulką, która jeszcze nie umiała utrzymać się na nogach. Turlała się pod meble, bo bała się nowych głosów, głaskań i dziwnej śliskości drewnianych paneli. Powoli przyzwyczajał się do braku innych kotów biegających po podwórku i miękkości siana w stodole, gdzie się urodził. Pierwsze podrapane meble i tapety. Pierwsze siku do kuwety postawionej w łazience. Pierwsze noce pomiędzy moimi stopami i pierwsza wspinaczka po firance, aż do sufitu.


Dobrze się go obserwowało. Chodził swoimi drogami, a jeśli już zaczepiał, to prosił o jedzenie. Reagował na dźwięk domofonu i czekał przy drzwiach, gdy ktoś przekręcał klucz w zamku. Też obserwował z parapetów i półek zwykłe życie szarych ludzi. Ostatniej nocy ciężko oddychał. Nikt nie wie, dlaczego. Nawet pani weterynarz, która oddała pusty transporter dla kotów. 









Powiedziałem: znam takie miejsce, 
gdzie przychodzą umierać koty. 
Zapytałem: chcesz je zobaczyć? 
Odpowiedziała: nie chcę. 
Powiedziałem: jest czyste i ważne. 
Powiedziałem: jest jasne i pierwsze. 
Zapytałem: chcesz je zobaczyć? 
Odpowiedziała: nie chcę. 
Powiedziała to w taki sposób, 
że musiałem odwrócić się od niej. 
Od tamtej pory 
powoli 
zbliżam się do wyjścia.
 
 
~M. Świetlicki 

Skomentuj







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski