Znajdź mnie na Facebooku
14.10.2014

Co jakiś czas świadomość przytłacza fakt, że wielki świat nie zaprowadzi nas, dwudziestokilkulatków, w żadną ze stron. Staniemy na środku modernistycznego placu zalanego betonem i nie będziemy widzieć horyzontu, a tym bardziej tego, co jest za nim (nie chodzi tutaj o katowicki rynek).

Nie zmienimy tego, że dla wielkich firm zarządzającym wszystkim i wszystkimi, jesteśmy jak ziarenka piasku w piaskownicy albo gorzej - na pustyni. Tania siła robocza, która do niczego się nie nada. Ciągłe dopasowywanie się do schematu, zero pomysłowości, przecież inaczej się nie da. Wtedy przychodzą, wbrew pozorom, pozytywne myśli. Niektóre z nich bywają abstrakcyjne.

A może by tak zostać drwalem?
Z dala od śmierdzącego miasta, darmowej kawy, albo tej za trzydzieści złotych. Z makbukiem i hipsterem w prezencie. Pouciekają ruchliwe ulice, mosty, czerwone światło, zielone światło i to żółte też. Jedyne, na co będzie się czekać, to spokojną śmierć. Nie będzie pracy, która jak papieros, pali nam się w rękach. Głośnych barów z piwem za cztery złote, w szklance z IKEA. I wózków na zakupy, które każdy zwykły śmiertelnik może za złotówkę wynająć w Biedronce, czy innym Lidlu.

Wyobrażam sobie mały domek, gdzieś na skraju lasu. W nieokreślonym kraju, z nieokreślonymi władzami, bez problemów i podatków. Tylko domek i ja. Nie musi być drewniany, ładny i pachnący. Miejsce, gdzie można usiąść, poczytać książkę, napić się herbaty z prądem albo zjeść dziczyznę.

U mężczyzn myśli o takiej samotni nazywają się "jaskinią". Zdarzają się co jakiś czas. Są normalne, bo prawdziwy mężczyzna nie pije sojowego latte z dodatkowym szotem karmelowego syropu i nie chodzi w getrach ani rajtuzach, tylko czasami nachodzą go głupie myśli, z których nic nie wynika.

PS. Nie zaprzeczam, że spotęgował je fakt, że kupiłem spodnie moro i zapisałem się na kung fu.
.

Skomentuj







- Copyright © Jakub Jurkiewicz -

Designed by Adam Morawski